No man’s woman

No i nie wracam do Luksemburga, przynajmniej nie w najbliższych tygodniach, co mnie szczerze zasmuciło. Trzeba będzie coś wymyślić. Jest jednakowoż spora szansa na to, że i tak część jesieni spędzę na zgniłym Zachodzie. Pożyjemy, zobaczymy. Najważniejsze to nie oczekiwać zbyt wiele, jak dowodzą wydarzenia tego roku.
A w ogóle, skoro już mowa o tym państewku, rozłożył mnie wczoraj na łopatki biuletyn informacyjny z Luksemburga właśnie. Otóż mój drogi kolega urządził swojej najlepszej przyjaciółce przyjęcie-niespodziankę na czterdzieste urodziny. Proste to nie było, bo części jej ziomków w ogóle nie znał, więc trochę mu zajęło dotarcie do nich; poza tym dziewczyna samotnie wychowuje dziecko, więc musiał też zorganizować opiekunkę. Napisał mi wczoraj cały w skowronkach, że bardzo się cieszyła.
Tyle na planecie zwanej Beneluks.

Tymczasem moja kraina miodem i mlekiem płynąca znów mnie przyprawia o zgrzytanie zębów. Ot, żyję w kraju, w którym dwunastolatki wydają na świat dzieci jak w jakimś głębokim średniowieczu. W kraju, w którym jednocześnie minister zdrowia w temacie finansowania in vitro bredzi, iż to, na co płacimy podatki, nie powinno budzić sprzeciwu moralnego. Tu się z panem ministrem zgadzam, bo cóż, mój sprzeciw moralny budzi większość posunięć obecnych władz i z rozkoszą przestałabym je finansować. Nie podejrzewam niestety, aby było mi wolno.
Po pierwsze primo, zaczynam raczej źle się tu czuć jako kobieta. Owszem, mam fajną pracę, na brak swobód nie narzekam, mogę ze swoim życiem robić co chcę i chodzić ubrana również w co chcę, więc tu przeciwnicy feminizmu powiedzieliby „o co ci chodzi”. Ano o to, że mam rosnące poczucie, iż dla naszych obecnych rządzących jestem głównie istotą, której życiowym celem powinno być rozmnażanie. Oczywiście w sposób naturalny, bez żadnych tam hopsztosów medycznych. Jeśli nie daję rady bez wspomagania, choćbym nie wiadomo jak bardzo chciała – cóż, mówi się trudno. Nie nasza wina, było o tym pomyśleć wcześniej, cześć pieśni.
Po drugie primo, nie znoszę, gdy ktoś próbuje uczyć mnie moralności. Ogromnie mnie to irytuje u jej zapamiętałych stróżów (co ciekawe, jakoś tak to działa w przypadku tego osobliwego gatunku, że oni bardziej skłonni pilnować cudzego kręgosłupa, własny krzywy zupełnie im nie przeszkadza, tacy współcześni Savonarole). Poza tym mdli mnie już od tego uporczywego pchania wartości moralnych w absolutnie każdą sferę życia, od kultury, przez edukację, po zdrowie w końcu. Mogłoby wreszcie towarzystwo przyswoić sobie, że społeczeństwo nie ma obowiązku wyznawać tych samych wartości, co oni tam na świeczniku, czy im się to podoba, czy nie. Większość obywateli tego kraju jest dorosła i wie już co nieco o podejmowaniu samodzielnych decyzji życiowych, czasem dobrych, czasem złych, a ich światopogląd ukształtowały osobiste doświadczenia, czasem dobre, czasem złe. Ich moralność to ich prywatna, do kurwy nędzy, sprawa. O ile nikogo nie krzywdzą i biorą odpowiedzialność za swoje czyny, to ich prywatna sprawa. I nie chcę, żeby mi pan minister z bożej łaski tłukł cokolwiek o moralności.

A tak nawiasem mówiąc – wiecie, co swego czasu zauważyłam, à propos tego słowa na M? Może to tylko moja obserwacja. Może tylko moje środowisko. Ale zauważyłam, że ludzie pozornie najmniej grzeczni, łobuzy takie zepsute i nieczyste, nader często są ludźmi bardziej prawymi w gruncie rzeczy niż ci, co najgłośniej o prawości krzyczą. Vide początek tego wpisu. Wiem, prochu tą myślą nie wynalazłam. Sądzę jednakowoż, że pan minister, zamiast po raz wtóry pokazywać światu, że niejeden papież bardziej był postępowy od niego – i zapewne wielu z nich było mniejszymi mizoginami – powinien rozważyć tę refleksję.

4 thoughts on “No man’s woman

  1. większość bandziorów, na jakich się w życiu natknęłam, ma prostszy kręgosłup moralny, niż rządzący nami
    obojętnie jaką partię wyznają
    a honorem mogliby obdzielić jeszcze i celebrytów z pierwszych stron pudelka
    ;

    • Ja się tylko zastanawiam, co kobiety im zrobiły, że ta zgraja tak ich nienawidzi. Znaczy, oni generalnie nienawidzą wszystkich, ale to, jak bezczelnie banda facetów uzurpuje sobie prawo do decydowania o absolutnie kluczowych sprawach w życiu kobiet, jest dla mnie porażające. Zwłaszcza że tłumaczą to względami moralnymi.
      Ogólnie zła jestem. Bardzo zła.

      • ja mam tylko jeden, najprostszy pomysł – oni wszyscy byli jako młodzież odrzucani przez rówieśników
        kolegów, kochanków, dziewczyny, chłopaków,
        na matmie nikt nie chciał z nimi siedzieć w ławce, na wuefie nikt ich nie wybierał do drużyny, kumple z klasy gnębili do granic wytrzymałości
        nigdy ich nikt nie słuchał, kochali tylko rodzice, a rozumiał pies albo chomik, któremu się zwierzali
        nie widzę innego wytłumaczenia
        (tak, też jestem bardzo zła)

        • Ano, coś w tym jest – taka jakaś głupia mściwość, coś w stylu „ja wam teraz pokażę”. Bez sensu kompletnie, byle tylko mnożyć zakazy i utrudniać życie.

          Osobiście podejrzewałabym również jakieś problemy natury seksualnej, wszak zwolennicy zakazu aborcji lubią sugerować w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, że nie byłaby potrzebna, gdyby się nóg nie rozkładało.
          Serio – cieszę się, że nie mam nikogo takiego wśród znajomych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s