Mildly debauched

Dawno nikt nie protestował przeciwko żadnemu wydarzeniu kulturalnemu, ale wreszcie się doczekałam.
Otóż posłanka Sobecka, która onegdaj zasłynęła wypowiedzią, że seks jest zły, bo nie rozwija (ależ pani poseł, myli się pani – bardzo rozwija, i to na wielu płaszczyznach), napisała list.
Nie będę go linkować, bo jeszcze na głowę nie upadłam, żeby linki do biur poselskich na moim blogasku umieszczać. Niemniej pani posłance nie spodobało się przedstawienie – czy oglądała, nie wiem, ale o ile przypominam sobie poprzednie tego typu historie, śmiem wątpić – toteż napisała do dyrektora bydgoskiego teatru list zaczynający się od słów: „Opinia publiczna raz po raz wstrząsana jest skandalami, gdzie pod pretekstem wolności sztuki promuje się pornografię, bluźnierstwo i pogardę wobec katolików”. Piękne. Znowu ta ruja i porubstwo.
Treść w sumie za każdym razem taka sama, nic odkrywczego – obsceniczne, bluźniercze, obsceniczne, bluźniercze, na koniec postraszyć prokuraturą. Ujęła mnie natomiast warstwa językowa tego listu. Na przykład takie zdanie. „Chodzi w szczególności o moment gdy, naga muzułmanka dotyka się w miejscach intymnych, po to by wyjąć stamtąd zrolowaną polską flagę”. Frapująca interpunkcja. „Nie można jednak milczeć i pozostać obojętnym, na to gdy ktoś szarga wartościami dla nas najświętszymi”. Jak wyżej. Oraz bardzo ciekawy zabieg literacki – przyznam, że nigdy dotąd nie czytałam o szarganiu wartościami. W jaki sposób szarga się wartościami? „Jak zatem wytłumaczyć żyjącym Powstańcom Warszawskim, że Polska flaga wyjęta z miejsc intymnych kobiety, to wyraz wolności sztuki?”. Zasady pisowni wielką literą nie są aż tak złożone w języku polskim (małą literą).
Facepalm po wielokroć.
Tak całkiem szczerze, dla mnie człowiek istotnie kulturalny to taki człowiek, który umiejętnie posługuje się językiem w mowie i piśmie, i nie gwałci go co drugie zdanie. Nie jestem zatem pewna, czy z tak kreatywnym podejściem do polszczyzny porywałabym się na pisywanie oburzonych listów. Ale dobrze.
Swoją drogą, panią poseł zapewne wprawiłby w przerażenie fakt, że po raz pierwszy w życiu widziałam penisa na własne oczy w teatrze właśnie. Mając lat czternaście czy jakoś tak. To były „Ślady” Szajny (do dziś zachodzę w głowę, jakim cudem taka małolata mogła to obejrzeć – w dzisiejszych czasach stałoby wołami na plakatach, że spektakl tylko dla widzów dorosłych). I co? I jakoś mnie to nie ta promocja pornografii, jak to się teraz nazywa, nie zdemoralizowała.

Chociaż…

Rozmawiałam dzisiaj z Luksemburgiem i przyznałam mu się, jak mnie zdołowała ta historia z przyjaciółki rozwodem.
– Ale czemu masz deprechę? – zdziwił się ziomal. – Przecież to nie ty się rozwodzisz. A dla niej to chyba właściwie lepiej w takiej sytuacji?
Ot, żelazna męska logika.
– Powinnaś ją zabrać do tego baru, gdzie bywaliśmy. Pozna jakiegoś atrakcyjnego nieznajomego…
– Chyba za wcześnie na to.
– No to za jakiś czas. Przeciągnij ją na ciemną stronę. Pokaż jej, jak to się robi. Złapać faceta, wykorzystać, złapać następnego.
– Ale czemu od razu nazywać to wykorzystywaniem. Ja kocham mężczyzn.
Niemal widzę między literami przebiegły uśmiech.
– A czy to koniec końców nie to samo?…
Szach mat.

No dobrze.
Możecie mieć pewien przesyt, jeśli idzie o tego osobliwego dżentelmena, więc śpieszę zawiadomić, że na najbliższe kilka dni wątek cudacznych mieszkańców Wielkiego Księstwa zostaje zawieszony. Za to, żeby wam nie było zbyt dobrze, będzie tu znowu dużo rozmazanych zdjęć nabrzeża Tamizy o zmierzchu, wiewiórków w parku i takich tam. Jak również mętne zachwyty, bo idę na cztery randki (pierwsza, druga, trzecia, czwarta – tego ostatniego pana możecie nie znać, ale to on rok temu był Francuzem chowającym się w krzaku, a tej wiosny znacząco przyczynił się do tego, że w czerwcowym głosowaniu publiczności zwyciężyła sztuka, w której w niedzielę jeden jedyny raz zagra; uwielbiam go). Moje skołatane serce odrobinę spokojniej bije, wiedząc, że wraca.
Ja oczywiście żartuję z tymi randkami, ale gdyby się zastanowić, coś w tym jest. Wszak jak od dawna wiadomo, ja i to miasto pozostajemy w szczególnej relacji – i nawet gdy mnie wkurza, a tak się zdarza, to i tak zaraz wybaczam.

3 thoughts on “Mildly debauched

  1. Od czasu gdy pojęcie sztuki oderwano, uniezalezniono od estetyki, posłankę Sobecką można uznać za dzieło sztuki – czyli stworek z zakresu kultury. Jako dziedzina kultury Sobecka zwalacza konkurencję, zwłaszcza tę epatujacą zezwierzęceniem i brzydotą…
    Ciekawe jakie wrażenie wywarł na Tobie-dziewczynce ten goły kutas na scenie u Szajny. Czy estetyzujący i zachęcajacy do wczesnej eksploracji ?😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s