Take me by the tongue

Wróciłam i nic mi się nie podoba. Przede wszystkim jest zimno. Dlaczego, ja się pytam, jest tak wykurwiście zimno. Dlaczego mi pada z nieba akurat wtedy, gdy muszę opuścić kwaterę główną o siódmej rano i tłuc się na drugi koniec miasta.
Nie przyjmuję tego do wiadomości.
Petycję jakąś rozważam.
Na Kasprowym śnieg leży. Znam takich, co zacierają ręce, lub raczej stopy w narciarskich butach. Niestety w Krakowie od razu można poczuć, że w górach spadł śnieg, bo temperatura urąga godności.
Po drugie, wróciły studenty. Wszędzie kolejki. Wszędzie tłok. Wszędzie korki, a te studenty, które nie mają samochodów i są pierwszoroczne, nie umio w automaty biletowe.
Po trzecie, w pracy znowu zmieniono mi grafik, znowu nie wiem, dokąd jadę i czy w ogóle, i już nie mam serca komunikować tego luksemburskiemu miłośnikowi stolarki, bo chyba pomyśli, że mu tak specjalnie robię. W skrytości ducha liczę, że jeszcze to odkręcą. Jeśli nie jednakże, to będę pracowała z moim ulubionym człowiekiem w firmie, więc może nie taka znów tragedia.
Po czwarte, spędziłam parę godzin bez dostępu do internetu (zgroza), a tu zdążyliśmy sobie pięknie schłodzić stosunki dyplomatyczne z Francją. Cholera człowieka bierze. Tak, wiem, dość rozkradania naszych dóbr przez zgniły Zachód, niech się zgniły Zachód w trąbkę pocałuje. Jak słowo daję, jest mi coraz bardziej wstyd. Przykro poza tym patrzeć, jak ci małostkowi ludzie bezmyślnie wszystko rozwalają. Bo mogą i tylko dlatego. My naprawdę nie jesteśmy aż takim mocarstwem, droga władzuniu, żeby móc traktować resztę Europy per noga.
To ja tak się staram godnie reprezentować mój kraj za granicą, a później jeden z drugim oszołom ze świecznika daje czadu…

Po piąte, czy mi się wydawało, czy jakiś nasz niegdysiejszy muzyk wypowiedział się w sprawie protestujących kobiet – nie rozumiem, czemu niektórzy mają taki przymus wypowiadania się i ten przymus jest odwrotnie proporcjonalny do sensu ich wypowiedzi – że trzeba było uważać, komu się daje czy coś w ten deseń. Przeprosił co prawda. Oj, bo mnie jeszcze te przeprosiny wzruszą. Dawno tak kuriozalnego tłumaczenia się nie czytałam.
Tak się składa, że dość dobrze wiem, jak wygląda życie rockmanów, nasłuchałam się przy winie dość historii o wielokątach i innych ciekawych konfiguracjach, całkiem sporo też widziałam, zatem pouczanie w takim kontekście trąci mi nieco hipokryzją. Lub też, oczywiście, jest to gorliwość neofity, czyli w sumie to samo. Ale, ale. Tekstu o dawaniu nie znoszę od lat. Ja niczego nikomu nie daję, psze pana. Moje ciało pozostaje moje, niezależnie od tego, z kim i jak często spędza ono czas. Przyznaję, mam dość luźny stosunek do tej akurat sfery życia, ale w związku z tym, że jest on taki a nie inny, mam też mocno rozwinięte poczucie odpowiedzialności – to jest jednak zabawa dla dorosłych, która, traktowana zbyt beztrosko, może mieć bardzo poważne konsekwencje. Czyli paradoksalnie im większa nasza swoboda obyczajowa, tym większa świadomość jej granic. Seks zaczyna się i kończy w głowie tak naprawdę. Poza tym, psze pana, co prawda przez lata powinnam była przywyknąć, że zachowania akceptowalne u mężczyzn są nie do przyjęcia u kobiet – my, postępując tak samo, dostajemy łatkę puszczalskich. Które oczywiście marzą po nocach o aborcji stosowanej zamiast antykoncepcji; nieważne, że ta druga tańsza, wygodniejsza, przed chorobami chroni, a nade wszystko jest, jak śmiem podejrzewać, jednak znacznie mniej traumatycznym doświadczeniem. Pan niegdysiejszy muzyk wie lepiej. W końcu zapewne przez wiele dni w swoim życiu był kobietą.
Nawiasem mówiąc, uderza mnie zjadliwa satysfakcja, z jaką moraliści z bożej łaski tępią te wstrętne rozwiązłe samice.
Ugh.
Zaprawdę powiadam, do dupy z takim tygodniem.

Jedyny plus jest taki, że mam na co czekać w grudniu (no chyba nie sądziliście, że nie mam w planach kolejnego kursu? i patrzcie tylko, kogo zobaczę – teraz oczywiście pół kontynentu za nim szaleje, całkowicie słusznie zresztą; zawsze mnie cieszy, gdy moi ulubieńcy są doceniani; a bilecik na to kupowałam przez WiFi, siedząc ledwo przytomna w lotniskowej poczekalni w miniony piątek upiornie wczesnym rankiem, gdy tylko wieść poszła w eter). A grudzień już niepokojąco blisko.
I zjadłam perliczkę w Ed Red, i była ona pyszna.
Och, i jeszcze zrobiłam dziś dobry uczynek, to jest uczestniczyłam w badaniu publiczności Starego Teatru. Bardzo mi się spodobała jedna z możliwych odpowiedzi przy pytaniu o powody, dla których nie docieram do teatru, brzmiąca „konieczność zadbania o siebie”.

7 thoughts on “Take me by the tongue

  1. czytam i gęba mi się śmieje do tego Twojego wścieku (miało być dosadniej jednak odpuściłam :)) i nie że szydzę tylko rozumiem całkowicie i współodczuwam. jak czytam, że kolejny bilet na kolejny spektakl to jak zwykle zazdrość zdrowa mnie bierze i jednocześnie dziękuję Ci, ze jesteś, bo bez Ciebie jak wiadomo nie pojechałabym tam i owam🙂 no i planuję właśnie mój jutrzejszy pobyt w Krakowie, również na podstawie Twojego przelotu przez knajpy opisywanego w postach różnych. Jutro jestem. Mike here I come🙂

        • Dzięki! 😊 Jadę od rana, delektując się jakże rzadkim brakiem przyległości w postaci wszelakich członków rodziny 😄 histeryczne wręcz korzystanie z wolnego czasu uskuteczniam, żonglując w przedziale książko-gazetami i jednocześnie empetrojkami (na zmianę czytający Hiddleston z wrzaskami typu Dillinger Escape plan 😄)

  2. Nie watpię w Twoje poczucie odpowiedzialności ale nie dostrzegam powodów by uznać, że ono jest powszechne lub popularne. Nie sposób zgodzić się z myślą, ktorą określiłaś jako paradoksalną – swoboda w rozluźnlaniu granic obyczajowych wcale nie oznacza rownoległej wysokiej świadomości tych granic. W mojej ocenie częściej wynika toto z głupoty – choć oczywiście zdarza się inaczej, ze swoistą premedytacją.
    Przeraża stopień zidiocenia tzw „elit politycznych” okazany przy próbie majdrowania przy ustawie „antyaborcyjnej” – zawstydza udział młodych kobiet w tej akcji po stronie ortodoksów. Jakże mądrze rzekł lord Disraeli, iż zwykli zjadacza chleba nawet nie podejrzewają jak malutką mądrością są rządzeni.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s