But still attractive

Dzień leniwy do przesady, ale pozwalam sobie na odrobinę bimbania, bo cholera wie, co mnie jutro w fabryce zastanie.
Nic dziś nie zrobiłam. No, przeczytałam dziś bardzo dobry tekst o Kathleen Turner (przeczytajcie choć ostatni akapit, o przekomarzaniach z Lauren Bacall o to, która mówi niższym głosem), z ciekawym i znaczącym wątkiem o tym, jak dostała raz scenariusz z następującym opisem roli kobiecej: „37 but still attractive”.
But STILL attractive.
Jakie to niesłychanie miłe.
(Z drugiej strony taki Donald Trump pewnie uznałby to zdanie za samą prawdę. Rany julek, czy oni tam naprawdę mogą wybrać sobie prezydenta, który przyznaje się do molestowania kobiet?).
Wychodzi, że zaraz moja ostatnia szansa na bycie atrakcyjną. Nie wiem, co potem zrobię. Chyba będę musiała zacząć być inteligentna.

Tak jeszcze, wiecie, a propos tego Jude’a. Jak wspominałam, był w towarzystwie arcypięknej blondynki zajętej telefonem i całkowicie obojętnej na wszystko i wszystkich wokół. Łącznie z nim.
Bardzo bym chciała tak umieć.
Niestety wszyscy mężczyźni, którzy, nazwijmy to, zyskali większą niż przeciętna przychylność autorki, doskonale o tym wiedzą (nierzadko jeszcze zanim ona o tym wie). Szanowny ziomal z Luksemburga nabijał się ze mnie bezlitośnie, twierdząc, że patrzy na mnie i od razu wie, o czym myślę – niestety miał rację w 10 przypadkach na 10. Jak na tacy. W ogóle nie musiał się wysilać. O ile wśród ludzi, którzy słabo mnie znają, uchodzę za dość niedostępną i umiarkowanie towarzyską, o tyle ci, którzy mi troszeczkę serduszka skradli, widzą przed sobą roztapiającą się kostkę głupawo chichoczącego masła z oczkami w słup. To nie ułatwia mi zadania – wszak wiadomo, lepiej przynajmniej udawać niewzruszoną niż całym człowiekiem mówić „zabierz mnie ze sobą do domu” – ale z drugiej strony nigdy nie zauważyłam, żeby któryś miał z tym problem. Starałam się z tym walczyć jeszcze podczas moich pierwszych zakochań, nastolatką będąc, i później – ale bez efektu. W końcu się poddałam. Jest bowiem prawdą powszechnie uznaną, że jeśli jakiejś osobistej wady nie da się skutecznie zlikwidować, należy uznać ją za zaletę.
Problem w tym, że moje sensacje są również doskonale widoczne dla osób postronnych.
Był taki jeden przypadek.
Do teatru poszłam, za morzem. Dwa lata temu. W przedstawieniu brała udział pewna wdzięczna osoba, więc autorka być musiała. Podczas antraktu pogawędziłam sobie z bardzo sympatycznym starszym panem siedzącym po mojej lewicy. Urocza była to pogawędka, o tym, jak nam się podoba (ogromnie), czy wolimy spektakle popołudniowe czy wieczorne (wszystkie), aż wtem bardzo sympatyczny starszy pan uśmiecha się podejrzanie szelmowsko i rzecze:
– A wiesz, przyglądałem ci się trochę w trakcie przedstawienia i zauważyłem coś zabawnego.
O nie.
– Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że…
O NIE.
Tak, proszę pana, zdaję sobie z tego sprawę, ale wcale nie chciałam wiedzieć, że inni również zdają sobie sprawę.
– Yyyhmmpff – odpowiedziała błyskotliwie autorka, garbiąc się w fotelu. Na moje szczęście światła na widowni zgasły i mogłam w spokoju płonąć ze wstydu, obiecując sobie solennie, że już nigdy nie wrócę do tego teatru, ba, do tego kraju.
W postanowieniu wytrwałam trzy miesiące bez tygodnia, by następnie znów wodzić wzrokiem jak na meczu ping-ponga.
Cóż.
Tak sobie myślę, że przynajmniej dostarczam ludziom powodów do radości, a to ważne.

(Pewien związek z powyższą historyjką ma fakt, że dziś wieczorem znowu siedzę w domu, gdyż Ernie w telewizorze – po raz ostatni).

6 thoughts on “But still attractive

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s