„Do I feel lucky?” Well, do ya, punk?

Szlag mnie trafia od wczoraj. Tak ogólnie, życiowo. I jeśli przed końcem tygodnia nie przydarzy mi się coś miłego, to z poziomu „szlag mnie trafia” przejdę na poziom „blady ch*j mnie strzela”. Bo ta pogoda. Nic tylko siedzieć w kącie i rozmyślać o bezsensie życia. Bo czajnik mi się zepsuł. Bo wywalił się trzeci z rzędu projekt, przy którym miałam pracować – a od tego w moim przypadku zależy właściwie wszystko, to, czy mogę sobie kupić bilet do teatru, czy mogę zaplanować urlop, czy mogę się umówić ze znajomymi, czy jestem tu, czy gdzieś indziej (i gdzie). Bo pani derektor z telewizji nazywa ludzi dziczą i jest z tego dumna. Kończył człowiek to nieszczęsne dziennikarstwo, tłuczono mu do głowy, że trzeba się zachowywać etycznie, zna i to dość dobrze pewnych dziennikarzy i wie, jak bardzo uważają na to, co mówią – a tu przychodzi taka arogancka… osoba i każe człowiekowi się walić. Szczerze, proszę pani? Z radością.
W sumie mogła gorzej napisać.
Jak wiadomo, ja chamstwa nie zniesę. Mam naprawdę uczulenie na język spod budki z piwem, na personalne ataki (tak się zastanawiam od wielu lat, czemu w obowiązkowym programie nauczania nie ma erystyki – to się ogromnie w życiu przydaje, choć z drugiej strony znam coraz więcej indywiduów, które korzystają raczej na tym, że każdego potrafią obrazić). Nie poważam. Nie uważam kogoś sięgającego po takie zagrywki za partnera do rozmowy. Szczęśliwie z tą panią raczej rozmawiać nie będę musiała.
Ach, no i jeszcze dziś pewien niewielkiego wzrostu mizogin rzucił dziś coś o dążeniach do tego, by kobiety rodziły i zdeformowane dzieci. Myślałam, że ten temat został już zamknięty, żeśmy mu dały wystarczająco jasno do zrozumienia, ale nie. Zatem panie, możesz pan sobie te dążenia… no.
Wiecie, ja się niezmiennie zastanawiam, jaki problem z kobietami mają mężczyźni ciskający takie teksty. Bo że problem mają, to nie ulega wątpliwości. Natomiast o jednej ważkiej rzeczy zapominają. Hell hath no fury. Dziewczyny można wkurzyć, można nimi jawnie gardzić (zresztą nic innego z podobnych wypowiedzi nie przebija), można im w twarz splunąć, można je bardzo zranić. Przeżyją. Już tak mamy, życie nas uodparnia. Ale nawet gdy skrzywdzone, przydeptane, potraktowane jak przygłupy, jak istoty niezdolne do samodzielnego myślenia, co dopiero mówić o decydowaniu o sobie – nawet wtedy, gdy idą na chwilę do kącika, żeby się zagoić, to z tego kącika wychodzą z bazooką.

Bardzo was przepraszam, że znowu tak publicystycznie, ale naprawdę mam powyżej kokard tego, co się dzieje.
I jeszcze powadziłam się z Luksemburgiem. Ja. Która z założenia nie wadzę się z ludźmi, ani on. Plus dlań, że skumał, dlaczego autorki bogate słownictwo nagle skurczyło się do „tak/nie/hmmm”. Gdy autorka przeskakuje ze swojej zwykłej retoryki na jednosylabową, to jest źle. Jest bardzo źle.

Powiadam, to jeden z tych wieczorów, gdy bardzo tęsknię za tym moim drugim życiem. Tym tam, za wodą. Gdybym tylko mogła zamienić te dwa miejscami…

ALE. Co do drugiego życia, jutro w Multikinach „Kupiec wenecki” z gościem, który onegdaj czaił się obok mojego kolana. Niezmiennie bawi mnie zestawienie jego nazwiska (Lamb = owieczka) z postacią, bo to byk w istocie raczej, kawał chłopa.
Tak było.
I oby znów było jak najprędzej.

8 thoughts on “„Do I feel lucky?” Well, do ya, punk?

  1. mhm. tak. taki tydzień, że na zmianę wściekam się i chlipię w poduszkę.
    pogoda. PMS. nadchodzący SuperFullMoon (z niedzieli na poniedziałek, będzie ciężko).
    i dlaczego, dlaczego ja nie wiedziałam wcześniej o tym „Kupcu…”? chyba znów będę płakać!

    • Znaczy, że z niedzieli na poniedziałek czeka mnie albo nieprzespana noc, albo cudaczne sny. Fantastisch😉
      „Kupiec” pewnie będzie dostępny w Globeplayerze – oni wszystkie nagrane spektakle na szczęście prędzej czy później wydają na DVD i wrzucają do Playera (przy obecnym kursie funta to nawet bardziej opłacalny interes niż kino, bo za 50 złotych możesz sobie ściągnąć na dysk na zawsze i oglądać po wielokroć). Nie ma tego złego🙂

  2. wiesz co PC? Ja obecnie tej bazuki pożądam. Całą sobą. Jak nic innego. Mam szczera wewnętrzną potrzebę, po ostatnich dniach, zrobić taką rozpierdzielnicę, że najstarsi górale nie pamiętają… a najstarsi górale pamiętają wiele i nie jedno widzieli, a ile sami zrobili…

  3. życiowa kumulacja, jak shit, czasami happens. mam nadzieję, że powoli z niej wychodzisz. na kupca nie idę. na złość, bo nie zdołałam pójść na Helen McCrory. Dobrego dnia!

    • CHYBA wychodzę. CHYBA, bo wolę nie chwalić dnia przed zachodem słońca – ale jeśli się potwierdzi, to będę skakać pod sam sufit. Ale dziękuję, dzień był całkiem w porzo🙂 może dlatego, że wczoraj z tej całej złości się popłakałam, a jak wiadomo, to zawsze przynosi ulgę, nawet jeśli następnego ranka człowiek wstaje i wygląda jak buldog.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s