Just because you’re sober, don’t think you’re a good driver, Cookie

Kolega mnie dziś odwiózł do domu.
Samo w sobie nie jest to może wydarzeniem zasługującym na opisanie, choć prawdą jest, że zawsze miło, gdy ktoś z własnej woli proponuje wam podwózkę (zwłaszcza że sama przecież nie poproszę… ostatni raz prosiłam kogoś o przysługę w 1793 roku). Zresztą dżentelmen mieszka dosłownie ulicę dalej, a poza tym należy do gatunku ludzi obezwładniająco miłych. Bardzo lubię. Taka łagodna, ciepła, mówiąca cichym głosem duszyczka. Ani razu nie słyszałam, żeby ten głos podniósł lub w widoczny sposób się zirytował. Zawsze pogodny, zawsze uśmiechnięty. Ktoś mógłby pewnie stwierdzić, że nudny, ale powiem wam szczerze, że im jestem starsza, tym bardziej cenię sobie tego rodzaju towarzystwo. Dobrze na mnie wpływa. Ludzie nadmiernie emocjonalni często mnie męczą. A on jest taki spokojny. I pozytywny, w niewymuszony sposób.
No i jedziemy sobie wesoło. Światła się zmieniają. Mój spokojny, łagodny, mówiący cichym głosem kolega jak nie pociśnie.
– To nie było jeszcze czerwone, prawda? – mruga. – To było ciemnopomarańczowe…
Wot, kolejny zamaskowany raróg najwyraźniej.
Coś mi mówi, że jeszcze go zobaczę tańczącego na stole. Albo wypadnie mu z torby para kajdanek.

Poza tym sytuacja na kontynencie nadal niejasna. Żeby nieco postawić się do pionu, w sobotę polazłam na Kleparz po moje ukochane holenderskie sery (lawendowy wart każdego piniondza), ociekającą miodem bakławę i paczuszkę libańskiej kawy z kardamonem – jak ja czasem lubię ten mój grajdołek. Resztę weekendu spędziłam w w babskim towarzystwie, to jest ze Stryjeńską (znakomity reportaż, taki jak lubię, którego autorka usuwa się dalszy plan, oddając pole bohaterce; jej obecność jest niewyczuwalna, to jakby obraz z włączonej i pozostawionej samotnie na statywie kamery, bez najmniejszych prób reżyserii – chapeau bas, przepadam za takim pisaniem, zresztą obie poprzednie książki połknęłam) i Jeanette Winterson (a zdążyłam zapomnieć, jak bardzo ją cenię). Kręci mi się w głowie plan okołosylwestrowy, właściwie wszystko już poukładane, hotel zarezerwowany, tylko bilet trzeba kupić – lepiej zawczasu, bo ceny już teraz jakieś nieciekawe. Chciałabym powiedzieć, że trochę mi głupio z tym, iż zamiast coś planować z lokalnymi znajomymi, których i tak prawie nie widuję, zamierzam najpóźniej 28 grudnia zawinąć tyłek w troki i wrócić po Nowym Roku, ale.
Ale.
Taki mój wybór. Wezmę na klatę konsekwencje. Skoro słyszę, jak mnie woła i nie muszę się opierać, to przecież nie będę.

2 thoughts on “Just because you’re sober, don’t think you’re a good driver, Cookie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s