Narysuj mi baranka

No dobra, przyznam się.

Ci z P.T. czytelników, którzy zaglądali niedawno na twarzoksiążkę autorki, znają trochę jej perypetie i są świadomi, że ma nader pojemne serduszko, niektórzy ludzie mają w tymże oddzielne szufladki, inni całe komódki, a paru okazałe szafy – już wiedzą, co zmalowałam.
To nie jest do końca właściwe określenie, bo na razie to jeszcze nic nie zostało zmalowane, ale zostanie, tylko że nie przeze mnie.

Jak wiadomo, autorka półtora roku temu niechcący została mecenasem. I to w dodatku wyjątkowym, bo pierwszym. Łatwe to nie było – podejrzewam, że był to jeden z najbardziej partyzanckich zakupów „dzieł sztuki” w historii – ale się udało. Tym samym od ubiegłego maja łypie na mnie ze ściany upierzone stworzenie.
No i od pewnego czasu autorka rozważała nieśmiało powiększenie kolekcji, no bo umówmy się, jeden eksponat to jakby szału nie ma, nieprawdaż. Niestety nie miała ostatnimi czasy okazji do poinformowania o tym oko w oko, ale od czegóż mamy internet. Druki można nabyć trzema kliknięciami, niemniej autorka nie chciała druku. Autorka chciała mieć kolejny oryginał. A że życie ją tej jesieni kopie w oba pośladki z impetem, uznała, że czas sobie wynagrodzić wszystkie wylane w październiku ślozy. Toteż w poniedziałkowy wieczór usiadła i wypełniła formularzyk na stronie internetowej, przeczytała trzykrotnie, skasowała, napisała od nowa, czynność powtórzyła, wreszcie kliknęła „send”. No trudno. Założyła, że najgorsze, co może się zdarzyć, to że jej wypieszczone dwa zdania nie dotrą do adresata lub też jeśli dotrą, to ów plaśnie się uroczą rączką w czoło i westchnie w swoim narzeczu: „rany boskie, tylko nie ta wariatka znowu”. Niemniej ponieważ ostrożności nigdy za wiele, autorka przez dwa dni omijała szerokim łukiem swojego Gmaila.
Wreszcie wczoraj zajrzała.
I podskoczyła z przerażenia.

Czy ja już kiedyś wspominałam, że ten człowiek jest bardzo miły?

Odpisałam w lansadach oraz prawdopodobnie całkowicie bez sensu, toteż wolę nie czytać tego, com wysłała z powrotem – wystarczy mi, że czasami muszę słuchać tego, co mówię. Tym samym znów bałam się mojej skrzynki pocztowej, ale otworzyłam przed chwilą i znalazłam cały elaborat, złożony z długachnych zdań i wysublimowanych konstrukcji gramatycznych, zakończony wdzięcznym pytaniem „So – what do you have in mind?”…
Tak czy inaczej, negocjacje w trakcie. Byłyby dużo prostsze, gdybym wiedziała, czego w ogóle chcę (bo ten obrazek jeszcze nie istnieje, widzicie – to jest najzabawniejsze). Za dużo ośmiorniczek to ja się w najbliższych miesiącach nie najem, bo aż oczy przetarłam, gdy zobaczyłam cenę wyjściową, ale.
Warto.
Z przyczyn tak wielu, że trudno je wymienić. Jedną z nich jest też oczywiście moja pospolita próżność, nie ma czym się chwalić, ale tak jest. Co ważniejsze jednak, mogłabym wydać ten piniondz na masę innych zbytków, które za parę lat wyniosę na śmietnik. Ten ze mną zostanie na zawsze. A co najważniejsze – bardzo, przebardzo fajnie jest wspierać ludzi, których się lubi i fajnie jest czuć, że jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Poza tym dużo, dużo więcej.

I dlatego mówię – nie chodzić do teatru, nie guglać ludzi, pod żadnym pozorem nie próbować się z nimi przywitać, a jeśli nawet, to zrobić to raz i nie wracać, bo skończycie jak ja.
Wiecie co, to wszystko jest tak absurdalne, że gdyby ktoś mi podobną historię opowiedział, to bym mu nie uwierzyła. Z drugiej strony przecież nikt by czegoś takiego nie wymyślił, chyba że po dużej dawce meskaliny.

Poza tym wszystko po staremu, dziękuję.

12 thoughts on “Narysuj mi baranka

    • Ooo, to trochę potrwa raczej. W każdym razie otrzymałam wczoraj obszerny wykład na temat, dlaczego autor preferuje tusz i ołówek od malowania (nie pytałam, ale i tak się dowiedziałam).
      Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać powrotu do domu i sprawdzenia, jak ahtysta zareagował na mój pomysł tematu (nie, nie poprosiłam o baranka).

          • skrzydlaty autoportret ?🙂🙂
            … zdaje się, jednak, że nieco bardziej dokładnie musisz sprecyzować swoje zamówienie🙂 … bo inaczej możesz dostać, np. coś skrzydlatego we mgle, albo co gorsza – samą mgłę, bo skrzydlatego nie będzie z niej widać😉

          • Autoportretu bym nie zniosła. Czułabym się obserwowana😀
            Poza tym podejrzewam, że taka sugestia wprawiłaby kolegę w zakłopotanie, a tego byśmy nie chcieli…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s