Nazwiemy ją Tradycja

Nie mam żadnych nowości w wiadomej sprawie, więc pozwolę sobie dziś pouprawiać publicystykę – do splatania rączek w zachwycie wrócę prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, gdy nasz drogi artysta wróci z Madrytu.
Też lubię Madryt.
Ale, ale.

Od kilku dni obserwuję, jak kolejne wiadra pomyj wylewane są na kobietę, która nie chciała powiększyć rodziny. No, nie chciała. Nie to, że nie mogła. Po prostu nie chciała. I nie bije się za to w piersi. Jak tak sobie czytam komentarze niektórych, to wychodzi mi na to, że kobieta nie ma prawa nie chcieć. Uprawiała beztrosko seks? Niech rodzi. Dach nad głową ma? Niech rodzi. Pieniądze ma? Niech rodzi. Nie ma to tamto. Nie chce? Fanaberia. W dupie się poprzewracało od dobrobytu. A w ogóle to dlaczego ona w tę ciążę zaszła, o antykoncepcji nie słyszała? Nie wie, że jak się ma dni płodne, to się majtek nie zdejmuje?
Ten ostatni argument szczególnie fascynujący jest w wykonaniu mężczyzn, którzy, o ile wiem, zbyt wielu owulacji w życiu nie mają, ale za to najwyraźniej wyobrażają sobie, iż kobiety dostają miesiączki w ostatni czwartek miesiąca o 10:30 rano – wiele z nas bardzo by chciało, żeby to był aż tak przewidywalny proces. Zresztą całe to pouczanie o nieodpowiedzialności jest cokolwiek śmieszne. To znaczy, oczywiście, ma się rozumieć, pod każdym względem rozsądnie jest się zabezpieczać. Natomiast jak każdy lub prawie każdy wie, różnie w życiu bywa i niekiedy robimy pewne rzeczy troszkę zbyt spontanicznie. Poza tym antykoncepcja zawodzi.
Ale już nawet nie to mnie irytuje. Najbardziej irytuje mnie podejście „no tak, wszyscy wiedzą, że tak się dzieje, ale mogła o tym nie mówić”. Jasne. Zamiatajmy jeszcze głębiej pod dywan, nieustająco. Wspinajmy się jeszcze wyżej w nasze góry hipokryzji, milcząc na drażliwe tematy i po cichu robiąc swoje.
Dobrze, dość już na ten temat zostało powiedziane, niemniej musiałam sobie ulać, bo mnie cholera bierze.

Za to za morzem ogłoszono, że mianowana całkiem niedawno dyrektor artystyczna Shakespeare’s Globe zakończy współpracę po dwóch sezonach. Jak ostatnio pisałam, Brytyjczycy mówią głównie między wierszami i z oficjalnego, napisanego okrągłymi zdaniami komunikatu da się wywnioskować, kto komu podziękował.
Bo jednak za dużo nowoczesności chciała wprowadzić. Sztuczne oświetlenie, mikroporty. A szefostwo Globe chce trzymać się tradycji.
Tradycją to jest, kurza twarz, piekło wybrukowane.
Wiem, że wielu było przeciwników jej dyrektorowania, bo teatr elżbietański to teatr elżbietański i niech będzie taki, jaki był w oryginale. Mam nadzieję, że ci przeciwnicy rozumieją, iż gdyby zachowywać całkowitą wierność oryginałowi, ze sceny powinny całkowicie zniknąć aktorki-kobiety, a wśród widowni powinny pojawić się prostytutki – bo tak wówczas było przecież.
Ponieważ mam wśród znajomych w mediach społecznościowych ludzi w taki czy owaki sposób z tym teatrem związanych, przez mój timeline przeleciało dziś mnóstwo wyrazów poparcia dla pani dyrektor i zgoła innych wyrazów w kierunku zarządu Globe. Widziałam nawet tweet aktora często tam występującego, który napisał, że sorki, ale dla niego to koniec wspólnej podróży, bo nie chce zostać eksponatem muzealnym – śmiałe, biorąc pod uwagę, że to chimeryczna branża i niejednemu aktorowi otwarte wyrażanie poglądów zaszkodziło na tyle, że przez kolejne miesiące parzył kawę w knajpie. Bardzo wielu uznanych ludzi skrytykowało całą historię.

Od zawsze twierdzę, że teatr nie powinien być muzeum i próby trzymania się tradycji za wszelką cenę po prostu mu szkodzą. Świat się zmienia. Ludzie się zmieniają, ich wrażliwość się zmienia. Odnoszę wrażenie, że komuś się zapomniało, iż Globe jest repliką. Jeszcze na początku lat 90. ubiegłego wieku w jego miejscu była dziura w ziemi. Sąsiedni Rose, który jakimś cudem, choć w skromniuchnej formie przetrwał od tamtych czasów, wcale się nie boi wystawiania uwspółcześnionych wersji dawnych sztuk i robi to z dużym powodzeniem. Emma Rice miała wyjątkowo spójny pomysł na ten sezon i wszystko, co widziałam, bardzo mi się podobało – właśnie dlatego, że nie znoszę teatru uprawianego z namaszczeniem i nabożnym waleniem czołem w podłogę. To jest rozrywka, rany boskie. Koniec końców to jest po prostu rozrywka. Owszem, to taki osobliwy typ rozrywki, który niekiedy dołuje, a niekiedy sprawia, że chcecie wejść do wanny wypełnionej wrzątkiem i szorować się papierem ściernym. Bywa. Ale to ciągle rozrywka i nie ma sensu podchodzić do niej na kolanach. To nie kościół.
Z teatrem, książkami, filmami i jakimkolwiek innym wyrobem kulturalnym jest tak, że nie wszystkim musi się podobać. Znana prawda – jeśli coś jest dla wszystkich, to jest dla nikogo. Można ludziom serwować grzeczne, staroświeckie adaptacje, ale jaki w tym sens? Czy nie lepiej choć odrobinę ich sprowokować, zmusić do myślenia, sprawić, że spojrzą na pewne rzeczy inaczej, zainspirować?
Rozczarowana jestem bardzo.
Tak, Globe to miejsce specyficzne, a w Londynie jest około dwustu innych teatrów, więc w sumie może nie ma o co kruszyć kopii. Ale jest o co, bardzo jest moim zdaniem, bo nie ma sensu sprowadzać tego miejsca do kolejnej turystycznej atrakcji – którą tak czy inaczej jest – i serwować przybyszom byle czego podlanego historycznym sosikiem.
Na szczęście pion edukacyjny trzyma się mocno i robi swoje, szefa ma nadal tego samego (przy okazji odkryłam – o żesz ty w mordę! – żem oddalona o raptem dwa uściski ręki od Baracka Obamy! Tak że teges!). Być może zarząd jeszcze się nie zorientował, co oni tam wyrabiają…
Smuci mnie kierunek, w którym ten świat zmierza. Naprawdę mnie smuci.

2 thoughts on “Nazwiemy ją Tradycja

  1. Ja osobiście Natalię P. rozumiem bardzo dobrze. Naprawdę BARDZO DOBRZE. Pod tym względem życie nie jest takie proste, jakby wielu chciało (a zwłaszcza mężczyzn, szczególnie tych rzekomo „pobożnych”). A odnośnie papieru ściernego… ja „namiętnie” chadzam do poznańskiego Nowego… już kiedyś tu pisałam, że było mi fizycznie niedobrze po Versus Rodrigo Garcii (ale nie żałuję). A ostatnio przeczołgał mnie Lear i obiecałam sobie, że robię przerwę. Ale przetrawiłam, zastanowiłam się nad tym przedstawieniem i stwierdziłam, że przerwy nie robię. Perwersyjna przyjemność, ale jednak przyjemność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s