Á la clé

Nie wiem, kto mi źle życzył ostatnio, ale ktoś bez wątpienia.
W każdym razie jestem.
Droga przez mękę, powiadam.
Ledwo minął mi sobotni wkurw (nie przejmować się, puszczać mimo uszu, robić swoje), a rozpoczął się wkurw niedzielny. Otóż żebym nie czuła się zbytnio rozpieszczana przez życie, spędziłam pierwsze godziny ekscytującego pobytu w Paryżu, ciągnąc toboły przez pół miasta z punktu odbioru kluczy do tymczasowej kwatery głównej, a następnie przez blisko trzy godziny siedząc na schodach w oczekiwaniu na pomoc, bo klucze nie co prawda pasowały do zamków, ale drzwi ani myślały drgnąć.

Siedząc i czekając na ratunek, osuwałam się powoli w stan kompletnej rezygnacji. Wyszłam z domu dwanaście godzin wcześniej, od dawna był wieczór, więc trochę dziewczyna była zmęczona. Rozbawił mnie za to pan, który – gdy zadzwoniłam na infolinię z informacją, że nie mogę wejść – powiedział:
– Ach, tak. Stale mamy kłopot z tym mieszkaniem.
Nie wiem, czy to miało mnie pocieszyć – jeśli tak, to nie zadziałało, za to z tropu zbiło mnie doskonale. Ogólnie rzecz biorąc, obsługa klienta na poziomie „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi”. Kazał mi spróbować jeszcze raz, po czym się rozłączył, dusza człowiek. Gdy zadzwoniłam ponownie z wieścią, iż jego złota rada okazała się całkowicie nieprzydatna, westchnął głęboko i z pewną odrazą, jakbym mu kota obraziła, po czym dodał, że MOŻE wysłać ślusarza. Łaskawca. Nie omieszkał dodać, że usługa zostanie doliczona do mojego rachunku. Ależ oczywiście. Że nie.

Rankiem obudziło mnie bębnienie rzęsistego deszczu o parapet. Temperatura urąga godności.
Będzie ciężko, coś mi się wydaje. Ale jakoś damy radę. Trzeba tylko się przyzwyczaić, wydeptać swoje ścieżki i jakoś damy radę.

11 thoughts on “Á la clé

  1. Kiedyś i ja sobie życzyłam takiego życia i je wiodę. Ale mam go serdecznie dość. Cieszę się na każdy dodatkowy dzień w domu, a na myśl o pakowaniu, samolotach i hotelach dostaję reisefieber.

    • Zimno jest jak fiks. Świetnie, że balerinki wzięłam, nie wiem tylko, po co.
      Nie mam nic przeciwko dziwnym ludziom, gdy są dziwni w dobry sposób, znaczy uśmiechnięci. Tutaj jeszcze zbyt wielu ludzi się do mnie nie uśmiechnęło… Ale przyznaję, by oddać sprawiedliwość – jeden pan pomógł mi z walizką na schodach w metrze.

  2. minęłyśmy się w Paryźu, wróciłam drugiego. piekny, mam tam swoje miejsca.
    idź na place du Tertre pod Sacre Coeur. powłócz się tymi uliczkami na Montmartre. na wyspie Św. Ludwika.
    aaaaa, w Centre Pompidou jest wystawa Magritte! bardzo warto, jeśli lubisz.

  3. Paryz jest okropny. Najbardziej przecenione miasto jakie odwiedzilam. Brudne, smierdzi moczem, pokryte graffiti I pelne kreatywnych ulicznych wyzyskiwaczy. Gdyby nie symboliczna wieza, nie mialoby w sobie absolutnie nic.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s