Breathe… breathe, it won’t be long now

Jak można było się spodziewać, po intensywnym i rozluźniającym weekendzie zaliczyłam ostry zjazd nastroju.
Nie bez przyczyny.
Co prawda nad Francją wreszcie świeci słońce, a okoliczne bistra niezmiennie karmią należycie – ale…
Mam tu taki drobny problemik natury ludzkiej, mianowicie postać z gatunku ” nie jestem miła i dobrze mi z tym”. Żaliłam się w miniony piątek Luxemburgerowi nad vin chaud/ Glühwein/nie wiem, jak to się nazywa po ichniemu, że kobieta sprawia wrażenie, jakby miała ciągły PMS.
– Ach nie, to żaden PMS – odparł. – To po prostu sukowatość.
Nie ma to jak nazywać rzeczy po imieniu. Jak nie lubić tego typa?
No, ale tymczasem muszę znosić teatralne powzdychiwania, pytania z kosmosu, których nie rozumiem, bo nie powinny być kierowane do mnie, dziwne komentarze właściwe dla ludzi biernie agresywnych (nienawidzę tego – masz człowieku problem, to powiedz o tym otwarcie, zamiast pluć toksyną pod płaszczykiem życzliwości). Zachowania skrajnie inne w obecności osób trzecich. I och, lekką ksenofobię. Doszło do tego, że przez większość dnia boli mnie brzuch. Mnie bardzo łatwo zestresować, a zestresowana jestem do niczego – trybiki mi zwalniają, nie potrafię się skupić, zapominam o sprawach oczywistych. Nie pojmuję, jak można czerpać przyjemność z wytrącania innych z równowagi. Co takiego rozkosznego w drażnieniu ludzi, w dopierdalaniu dla sportu. Tak, wiem, pytam w internecie, przez 15 lat blogowej obecności niejednego komentatora oznaczyłam jako spam. Nie powinnam dziwić się zjawisku. A jednak. Zwłaszcza, że w realnym świecie nie sposób paskudy wygasić, trzeba z nią jakoś koegzystować. Wierzę, że wszystkim lepiej się funkcjonuje w przyjemnej atmosferze – nie musimy sobie spijać z dzióbków, ale wiecie, o co chodzi. Zawsze twierdziłam, że na byciu miłym można dalej zajechać.
Uchhh. Zacisnąć zęby, wytrzymać. W sytuacjach trudnych chować się w nowym happy place minionego weekendu, z jego nowymi ekscytującymi doświadczeniami (kto by pomyślał…), sukienką z 50 haftkami, zasypianiem w kleszczach. Damy radę. Może ostatniego dnia uda mi się wymyślić stosowną ripostę w odpowiedzi na całą tę żółć.
W ramach samopocieszania się wlazłam na stronę Globe, by zobaczyć, czy mój grafik urlopowy na przyszły rok – to jest rozkład czytanek – został już opublikowany. I otóż pierwsze przyszłoroczne już jest. W lutym. Akurat w ten weekend, który planowałam spędzić za kanałem. Czemu reklamują je zdjęciem promiennej twarzyczki znanej mi skądinąd osoby, od którego to zdjęcia oślepłam na chwilę, tego nie wiem – ale sztuka jest o Sforzach i opis wygląda jak zwykle grafomańsko i obiecująco, więc trzeba będzie pojechać. To moje drugie, niesłychanie ważne happy place. Trzeba mieć na co czekać, trzeba mieć co sobie przypominać, a badziewie tu i teraz jakoś się przetrwa.

11 thoughts on “Breathe… breathe, it won’t be long now

  1. znam ten bol, zwiazany z poczatkiem naszego zycia we Francji i moja zbyt slaba znajomoscia francuskiego i brakiem „souvenir d’enfance” (czyli referencji kulturalnych) by odpalic cieta riposta. Po angielsku, zgodnie z tradycyjnym „being cruel to be kind” nie mialoby to zadnego sensu, bo przeciwnik, ktory zachowywal sie wtedy jak wyjatkowa żmija, nie byl kumaty w tzw. lingwidżu😉 Ale po kilkunastu latach wspolnej pracy nawet polubilismy sie. Przy jakims przyslowiowym wiaderku wina na korporacyjnej imprezie, wyszlo, ze wtedy poczul sie zagrozony … Pewnie i w Twoim przypadku tez jest jakis powod i kiedys to jakos sie wyartykuluje z lepszym lub gorszym skutkiem😉

    • dla mnie to jednoznaczna reakcja jest🙂 PC jest zdecydowanie za ładna i za kobieca wg tej francuskiej żmii, a one konkurencji nie lubią… z resztą jak większość kobiet😉

      • Bardzo mi miło, ale sądzę, że wątpię, by to moja uroda była powodem tych przejść – nie tylko ja się z osobą męczę. Jak się dziś dowiedziałam, koleżanka cieszy się bardzo umiarkowaną sympatią ogólnie. Trochę mnie to uspokoiło.

  2. Babka widzi, że Cię stresuje i ją to nakręca. Nie wiem, czy uśmiechanie się pomoże w takiej sytuacji. Raczej – jeśli rzeczywiście kobita jest „sukowata” – będzie ją skłaniać do wzmożenia ataków. Tylko w bajkach bestie „rozbraja się” uśmiechem🙂

  3. Bycie milym oraz zwykly small talk biurowy tez czesto nie wystarcza zeby nie zostac ‚kompletna suka’. Jestem introwertykiem I nie lubie duzych imprez I nie czuje potrzeby wychodzenia w stadzie w kazdy piatek, wiec zyskalam reputacje osoby ktora wszystkich nie lubi I uwaza, ze sa odpychajacy. Zamilowanie do plotek jakie obserwuje sprawia ze moja natura coraz mniej mi przeszkadza, bo najwyrazniej nie trace az tak duzo na dobrym poznawaniu wielu ludzi.

    • Znam to…
      Przez lata nauczyłam się ostrzegać ludzi, że ja nie mówię dużo i to nie dlatego, że ich nie lubię, tylko tak mam. Introwertyków rozpoznaję łatwo, ale ten przypadek to co innego. To wieczny foch.

  4. olej sukę
    Wiem, że może łatwo się pisze, a trudniej robi, ale jest to możliwe – wierz mi. W pierwszej robocie miałam taką sucz jedną, co każdego terroryzowała, oj zjadła mi nerwów, aż przegięła pałę i mi nerwy puściły, nie, nie było awantury, po prostu przestałam się nią denerwować, przestałam się jej bać i zaczęłam olewać oraz stawać okoniem. Owszem nadal bywały dni, że mi nerwa podniosła, ale przestał być to stan permanentny i zaczął być sporadyczny.
    W bonusie na dalsze zawodowe życie mam więc po niej umiejętność unikania permanentnego stresu związanego z innymi osobami, co nie znaczy, że czynniki inne niż ludzkie też tak świetnie opanowałam😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s