Ah men

Jak łatwo zauważyć, dla moich ukochanych dżentelmenów potrafię zrobić wiele. Zdolna jestem do pewnych poświęceń. Mogę pofrunąć do Londynu na jedno popołudnie, nie ma sprawy. Przez pół nocy, walcząc z nieprzyjaznymi użytkownikowi francuskimi serwisami informatycznymi, kupować bilety na pociąg. Łapać taksówkę do Nowej Huty późnym wieczorem.
I tak też było tym razem.
Poleciałam do domu na weekend. Uściślając, na niespełna 36 godzin.
Dwa samoloty w jedną stronę (i znowu buła z tartą marchewką!), jeden tylko w drugą, za to środkowe miejsce, czyli przestrzeni co niemiara, nieprawdaż. Nawet zdrzemnąć się głupio, bo a nuż wasza strudzona głowa na współpasażerskie ramię opadnie i będzie wstyd – w dodatku oczywiście nigdy nie trafiam na towarzyszy takich, że nawet bym chciała, by mi ta główka na ich ramię opadła, poza jednym opisywanym tu niegdyś wyjątkiem, gdy kolega z siedzenia B bardzo był piękny, ale sam natychmiast zasnął i uwięził mnie w fotelu na długie godziny. Z drugiej strony to nie takie złe miejsce; kiedyś na przykład wracałam między ojcem a synem lecącymi z Anglii na weekend do Krakowa i ucięliśmy sobie pyszną pogawędkę o Tatrach i ołtarzu Wita Stwosza.
No więc poleciałam. Wydostałam się z tej cholernej Francji na chwilę.
Po co, państwo zapytają.

Otóż właśnie. Jak zwykle.
Dla faceta.

Wychodzę w piątkowy późny wieczór i widzę wśród licznych twarzy w hali przylotów jakąś taką znajomą, nieco zafrasowaną buzię w komplecie z ciałem przyodzianym w dżins od stóp do głów, bo co się będzie stroił.
– Cześć, ojciec!
Wróciłam, bo ten czarujący obywatel, z którym zawsze się sprzeczam, zgryźliwy tetryk level master, skończył niewiarygodne 60 lat w ten właśnie miniony weekend. Człowiek z nieprawdopodobną historią rodzinną – jego mama podczas wojny latała ponoć samolotem, a po niej została nauczycielką i założyła w szkole amatorski teatr; widzicie jakieś podobieństwa?… Nigdy jej nie poznałam, ale mam po niej drugie imię. Jego tata przesiedział swoje w obozie. Rzadko o tym opowiadał, ale zawsze z ujmującą godnością, ćmiąc przy tym nieodłącznego papierosa. Z godnością i nawet ironią, bo to był kawał twardziela, uroczy i życzliwy, ale twardziel. Cała rodzina taka. Najmłodszy synuś tej pary też utalentowany – świetnie rysuje na przykład – i też ma cięty język, który jedynaczka po nim odziedziczyła. Skończył szkołę żeglugi, by następnie pójść na polibudę i poznać moją mamę w laboratorium. Oszczędny w słowach. Woli gesty. Chętnie się dzieli i kiepski w oszczędzaniu, bo lubi wydawać na drobne przyjemności albo prezenty dla bliskich – przy czym zawsze bardzo się na mnie złości, gdy mu coś przywożę, bo przecież mogłam sobie coś kupić. No, mogłam. Ale.

Warto było zasuwać nazad do kraju na chwilę. Bo w niedzielę przy porannej kawie – oboje pijamy gorzką i gorącą – padre nagle powiedział mi:
– Wiesz co, tak sobie myślałem i jestem zadowolony.
– Z czego?
– Tak w ogóle. Ze wszystkiego.
Trudno się nie ucieszyć, słysząc coś takiego. Zwłaszcza że mój drogi padre nie jest osobą, która ochoczo okazuje emocje, zupełnie jak jego padre, ale wystarczy spojrzeć mu w oczy i wszystko się wie.

Nawet jakoś łatwo przyjął do wiadomości fakt, że w noworoczne popołudnie znowu będzie musiał tę swoją nadmiernie ruchliwą córkę z lotniska odbierać. On już się nawet nie dziwi.

Z innej beczki, jeszcze tylko osiem nocy w tym kraju, z którym zdecydowanie się nie zaprzyjaźniłam. W pierwszym, który mnie pokonał. Starałam się. 

Reklamy

11 thoughts on “Ah men

  1. Zdrowia Tatusiowi
    8 nocy – to z górki mocno jest 🙂
    czyli odczucia o tym, że jest to miejsce mocno zamknięte i ksenofobiczne właściwie, zupełnie mnie nie myliły

      • to smutne, byc moze zle trafilas, a poza tym Paryz nie jest reprezentatywny dla Francji (to znaczy, ze sa miejsca gorsze pod wzgledem ksenofobii, ale na szczescie sa tez i lepsze , np. Alpy).

        • Luksemburg mówi, że nikt nie lubi Francuzów, a paryżan to i sami Francuzi nie trawią – coś w tym jest ani chybi 🙂 Parę lat byłam w Akwitanii i bardzo miło wspominam. A tu mi jakoś niewygodnie – ludzie nastroszeni, brudno (co ciekawe, Londynowi jakoś byłam w stanie przebaczyć to, że mysz mi przebiegła o stopie…), tu automat nie działa, tam mi kartę zablokują, przepalone żarówki wymieniali mi przez 4 tygodnie… Ech, no!

  2. To jest 50% szans, że obchodzę urodziny tego samego dnia co Twój tata. No i salut z CDG, ale ja byłam w Nantes, z którym można się zaprzyjaźnić 😉

  3. Mój mąż również służbowo fruwa do tegoż kraju, od lat i nadal to dla niego udręka. Także ten, to nie Twoja wina😃

    Dużo zdrowia tatusiowi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s