Qui pourrait fumer la pipe de mon tableau? Personne. Alors ce N’EST PAS UNE PIPE. 

Odliczam godziny.
Jeszcze tylko cztery noce i tyle mnie tu widziano. Najbliższe dni będą ciężkie, bo zmora zapewne będzie sobie na mnie używać, ale jak zwykle w takich sytuacjach staram się pamiętać, że jestem tylko o dwa uściski dłoni od Kevina Spaceya, który by kobitę usadził samym spojrzeniem (to nie pomaga jakoś bardzo, ale pomaga zobaczyć sprawy we właściwym kontekście). Że poza kobitą mam przyjemne i interesujące życie, osobliwych znajomych, bywam w ciekawych miejscach.
Na przykład w weekend byłam w muzeum. A nawet dwóch.

Bo w Pompidou Magritte (dziękuję za polecenie!), a w imponującej Mennicy Paryskiej Cattelan – ten sam, który onegdaj wielki skandal wywołał rzeźbą papieża przygniecionego przez meteoryt. Rzeźba zresztą na tej wystawie jest. Przy czym nie robi największego wrażenia. Sierść na plecach jeży raczej inna rzeźba, klęczącego tyłem do was, modlącego się chłopca w mundurku. Podchodzicie bliżej i coś wam w tym obrazku nie pasuje. Obchodzicie chłopczyka i odkrywacie, że on ma podejrzanie znaną twarz.
Z przodu bowiem to po prostu Hitler.
Ciekawe, bardzo ciekawe.

Z Mennicy krokiem niezbyt szybkim, z przerwą na kawę i przekąskę w ogródku, poszłam do Centrum Pompidou. Miejsce znane, wiadomo, bebechy na wierzchu. Magritte również znany. To i ludzi jak mrówków. Dobrze, że autorka w nieczęstym przypływie pomyślunku kupiła sobie bilecik z wyprzedzeniem, inaczej byłoby trochę stania.
Podobało mi się. Niesamowita perfekcja i czarująca ironia – ot, artysta malujący ptaka i spoglądający przy tym na jajko. Artysta malujący swoją modelkę. Nie, nie portret modelki, modelkę. Słynna fajka, która nie jest fajką. Cwane złudzenia optyczne, zabawianie się światłem. Oczywiście we właściwym sobie stylu zawiesiłam się na chwilę przed jednym z obrazów, przedstawiającym, niespodzianka, kobietę rzucającą cień ptaka.
Uch, chciałabym mieć.
Ktoś ma, bo to własność prywatna. Poza tym jest to pewnie warte parę nieruchomości, więc pozostanę przy tych bazgrołach, na które mnie stać. Ale kupiłam sobie katalog i oglądam go z zapałem trzeci wieczór. Widzicie. Kiedyś to człowiek w weekendy na imprezy chodził. Prowadził się źle. A teraz chodzi na wystawy, by następnie studiować katalogi. Żałosne.
(Na swoją obronę dodam, że dwa tygodnie temu, podczas wycieczki do germańskich oprawców, wyrobiłam normę spożycia Long Island Ice Tea na pewien czas, na długi czas).

Żeby się nie przekulturalizować, odwiedziłam ponownie jarmark świąteczny – tak niby przypadkiem, po drodze z miasta do kwaterki. Trzeba dbać o równowagę.
Spróbuję coś jeszcze sobie wcisnąć w trzy najbliższe wieczory. Łatwo nie będzie, ale może jakoś się uda.

Reklamy

4 thoughts on “Qui pourrait fumer la pipe de mon tableau? Personne. Alors ce N’EST PAS UNE PIPE. 

  1. Mnie w obecnym miejscu zamieszkania autorki ratowaly wlasnie wystawy i muzea, ale najbardziej to ich kuchnia. Trzeba przyznac, iz skubance umieja gotowac, piec i takie tam inne. Mam swoja ulubiona piekarnie w 8mce, no i boucherie tez ulubione i patisserie. Doczytalam, ze autorka tylko jeszcze parenascie godzin, ale gdyby cos, to ja sluze rada.

    • 70 godzin, a nawet 69 i 54 minuty.
      Fakt, z jedzeniem dają radę. Myślałam o wybraniu się na jakąś pożegnalną kolację, ale wątpię, żeby mi się to udało niestety.

  2. malarstwo Magritte’a uwalnia mnie z kartezjanskiego gorsetu i pozwala mi odkryc swiat rownie prawdziwy jak ten moj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s