Unattended luggage will be removed and destroyed

Dom.

Kraj, którego nazwy nie wymienię, pożegnał mnie we właściwym sobie stylu. Nie mogłam wydrukować karty pokładowej, bo drukarka w biurze zepsuta. Wzruszyłam ramionami. Jak się czeka przez cztery tygodnie na wymianę żarówek (nie wspomniawszy o moim niesławnym oczekiwaniu na schodach w dniu przyjazdu), to jakie wrażenie na człowieku może zrobić felerna drukarka?
Okej. Jadę na lotnisko. Waliza, bagaż podręczny, laptop, torebka. Docieram na Gare du Nord. Pociągi na lotnisko odjeżdżają z poziomu niżej. Idę do windy. Winda zepsuta. Mało tego. Na drzwiach windy wisi kartka, że naprawią do 18 grudnia. To się nazywa pośpiech. No dobra, windą nie pojadę, to pojadę ruchomymi schodami.

Ups. Nie pojadę.

Działają, ale tylko te jadące w górę.
No chyba żart.

Autorka, nie dbając o otoczenie, przeklęła w głos po polsku. Jak tu, kurza stopa, zejść z tym wszystkim po schodach na dół i nie wywalić się na pysk? Nie będę znosić oddzielnie, bo jeszcze mnie oskarżą o złe intencje, gdy zostawię jeden z nich na chwilę bez opieki (tak zresztą było na lotnisku tego dnia – część terminalu została zamknięta i obstawiona gęsto przez panów uzbrojonych po zęby, bo ktoś zauważył zapomnianą/zgubioną walizkę). Metoda „zjeżdżaj na tyłku” stosowana przeze mnie na stromych szlakach tu może być trochę niewygodna, choć z pewnością widowiskowa…
Z niemałym wysiłkiem, przy wtórze sapania, przeklinania, kosztem złamanego paznokcia zniosłam mój majdan na peron. Inni pasażerowie też wyglądali na uradowanych sytuacją i głęboko wdzięcznych dyrekcji Dworca Północnego w Paryżu za rewelacyjny poziom obsługi klienta. No dobra. Wsiadam do pociągu w kierunku Charles de Gaulle Terminal 1. Pociąg dość zatłoczony, więc ja i moje toboły stoimy. Wtem, jakoś w połowie drogi, czuję zapach znany mi z lat, gdy byłam młoda i piękna. Zapach nie do pomylenia. Spoglądam w lewo. Spoglądam w prawo. Oczywiście. Koleś obok na zupełnym luzie pali w wagonie skręta.

Dalsza część wieczoru zgodnie z planem. Samolot, olśniewający zachód słońca znad chmur, wzniesiony w samotności toast za koniec tej guerre folle i ten wyczekiwany moment, gdy cierpliwie buczące w mrozie za oknem silniki zaczynają buczeć nieco inaczej, sygnalizując wyraźnie, że oto wracamy na ziemię, ale już w innym kraju.
Nie wiedziałam jeszcze wtedy co prawda, do czego wracam i że spędzę właściwie cały weekend, śledząc bez ustanku wiadomości (dla równowagi psychicznej po drodze upiekłam pierniczki – co prawda talent do dekorowania mam, jaki mam, ale mnie tam się podobają). Nie będę tego komentować.
Jedyny komentarz, jaki chcę dziś wieczorem wygłosić, brzmi: miło wracać do domu. Nawet komuś takiemu jak ja, kto nie potrafi usiedzieć na tyłku i kto nauczył się sztucznie wytwarzać „dom” wokół siebie. Cieszę się z tego, że obecnie siedzę w moim lodowatym mieszkaniu (ale zaraz będzie cieplej), z moim wysłużonym domowym laptopem, z moimi ścianami pełnymi zdjęć, rysunków, podpisów, amuletów. Cieszę się, że za parę dni jadę do rodziców. Cieszę się, że spotkam się ze znajomymi. I nie zrozumcie mnie źle. To nie tak, że Francję będę wspominać jak jakiś koszmar, bo wprost przeciwnie – owszem, było bardzo ciężko, owszem, mentalność lokalsów sprawiała mi pewne trudności, ale przywiozłam też stamtąd wiele miłych wrażeń i miałam do czynienia z sympatycznymi ludźmi. Zobaczyłam wspaniałe rzeczy i zjadłam też takowe. Nie pokochaliśmy się, to fakt. Ale może jakoś się dogadamy na starość.

Advertisements

6 thoughts on “Unattended luggage will be removed and destroyed

  1. faktycznie ten pobyt nie należał do najszczesliwszych… byłam teraz też we Francji w zeszłym tygodniu tylko tydzień i tez w związku z pracą i dochodze do wniosku mimo całej sympatii do współpracowników, ze wiecej jak tydzień bym nie wytrzymała….
    w każdym razie dobrze że już jesteś u siebie.. 🙂

  2. Zdradzisz co to za książka, której fotografię z kubkiem załączyłaś ? Przyznam, że zaintrygowało mnie tych kilka ostatnich słów .. 😉

    • James Ellroy, „My Dark Places”. Taki jakby reportaż. Autorowi zamordowano matkę, gdy był dzieckiem. Złamało go to na kawał życia i po wielu latach, pozbierawszy się do kupy, już jako uznany pisarz uruchamia własne śledztwo, z pomocą detektywa specjalizującego się w morderstwach kobiet (to jest, ma się rozumieć, nie w samych morderstwach, tylko w dochodzeniu, kto i dlaczego). Bardzo polecam, jak zresztą wszystko, co Ellroy napisał, acz uprzedzam, że opisy zbrodni są dość obrazowe.

  3. A ja też z wielką radością wracałam do domu na święta. I teraz siedzę w polskim, rodzicielskim domu, patrze na smog za oknem, bo nikt mi nie wmówi, że to mgła. Też odmówiła mi na dzień przed wylotem posłuszeństwa drukarka. Wieczorem musiałam biec na ksero, uważając, żeby w szale powrotów z pracy jakiś szalony Węgier mnie nie rozjechał na pasach.

    • Ja się nawet ucieszyłam, gdy wysiadłam w mojej dzielnicy i poczułam znajome krakowskie powietrze, gryzące w gardło. Co prawda długo ta radość nie trwała, ale jutro uciekam do rodziców. Z drugiej strony tam powietrze nie jest ani troszkę lepsze, bo ludzie w okolicznych domach palą różnymi rzeczami… ale jednak dobrze tu być z powrotem, mieć urlop, wysypiać się. No i za tydzień Brytfanna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s