Best available

Tak sobie pomyślałam wczoraj wieczorem, że właściwie to w rubryczce „hobby” – albo lepiej, w rubryczce „szczególne umiejętności” – powinnam wpisywać: „kupowanie biletów”. Bo kupuję ich dużo, seryjnie i zdarza mi się z powodzeniem polować na rzeczy z gatunku „z kim trzeba się przespać, żeby to obejrzeć”. To znaczy, nigdy nie musiałam się do tego posunąć. Jeszcze.
W każdym razie dokonaniem poniedziałku było klepnięcie biletu na osławionego Hamiltona i to nawet bez szczególnej walki, chociaż śmiech pusty mnie ogarnął, gdy serwis zaproponował mi miejsce za 90 funtów jako best available. Mam nieco inną definicję best available. Parę prób później było znacznie lepiej (choć i tak uważam, że troszkę przeginają, ale cóż, prawa rynku).
Jakby mi tego było mało, madre wspomniała coś w rozmowie, że można by wybrać się do Włoch. Dawno nas tam nie było, raptem w sierpniu. Jest jednak prawdą powszechnie uznaną, że Włoch nie można przedawkować, wracamy na parę dni właściwie co roku. Mnie to się po cichu śniły inne kierunki, ale. Tak tylko z ciekawości zajrzałam w internet, patrzę, a tu bileciki za 148 złotych w obie strony, grzechem przecież byłoby odmówić. Tym sposobem tuż po moich urodzinach udajemy się na południe. No i bardzo dobrze. W Apulii jeszcze nie byłam, więc jestem ździebko podekscytowana.

Skoro już o tym śnieniu mowa, przyśnił mi się dziś w nocy James Norton. Muszę przyznać, iż James Norton z jakichś przyczyn nie dorobił się jeszcze specjalnej szufladki w moim pojemnym sercu. Być może się dorobi, gdyż w śnie tym niżej podpisana grała z nim w serialu. Zabijcie, nie pomnę, o czym. W każdym razie w pewnej chwili mój, ekhe, partner z planu stwierdził, że w kolejnej scenie potrzebne będzie wino – i, jak przecież zrobiłaby każda gwiazda na jego miejscu, wziął i poszedł po nie do sklepu.
Niestety nie dowiedziałam się, jaka to scena miała być i dlaczego tak niezbędny był alkohol – moja zepsuta wyobraźnia idzie w tym kierunku – bo wtem zadzwonił budzik. I poza zabawie.

Ale co tam Norton. W miniony weekend w moim życiu pojawiła się istota piękna i obezwładniająco urocza. Mam nadzieję, że na długo w nim pozostanie. Jako nieuleczalna psiara jestem zakochana do nieprzytomności, bo jak nie kochać kogoś, kto jest puchaty – tak, wiem, rozmazane, ale spróbujcie namówić takiego, by przez chwilkę się nie ruszał, nie ma szans – pachnie w taki szczególny, szczenięcy sposób, jego kasztanowe oczęta spoglądają niewinnie (zwłaszcza wtedy, gdy naleje na podłogę pięć minut po tym, jak się posprzątało skutki poprzedniego „wypadku” lub jeszcze bardziej wtedy, gdy przyłapujecie go na zapamiętałym żuciu okładki nieopatrznie pozostawionej w zasięgu ząbków książki; spoglądają na was i mówią „kocham cię, dopiero cię poznałem, ale cię kocham, a ty też mnie kochasz? wiem, że tak, opór jest bezcelowy”), uśmiecha się pogodnie, wdrapuje się na człowieka, oblizuje mu twarz, podgryza mu palce, przewraca się w śniegu. Niezgorszy z niego bandyta, wszak łapie i zanosi na swoje upatrzone miejsce absolutnie wszystko, co się da. Łącznie, em, z posłaniem swojej starszej koleżanki. Koleżanka jest emerytowanym jamnikiem, nieco, trzeba przyznać, wrednym z natury, ale młody dżentelmen nic sobie z tego nie robi. Nie przeszkadza mu również fakt, że wredna starsza koleżanka akurat na tym posłaniu śpi. Kein Problem. Oglądające akurat Serię niefortunnych zdarzeń człowieki nagle oglądać przestały i ryknęły zbiorczo śmiechem, widząc ku swojemu zdziwieniu, jak jamnik z miną mówiącą bardzo wyraźnie „WTF?!” wyjeżdża na posłaniu ze swojej budki i jedzie w siną dal, ciągnięty przez bawiącego się pysznie malucha.
A on ma trzy miesiące dopiero.
Mam pewne obawy co do tego, kto kogo będzie wyprowadzał na spacer.

Reklamy

8 thoughts on “Best available

    • Jest przecudowny. Jeszcze mogę go podnieść i ściskać (sam się doprasza zresztą; straszny pieszczoch – mówię o psiuchu, nie o aktorze Nortonie), ale to już długo nie potrwa, bo on będzie jakieś 60 kilo ważył.
      I bardzo inteligentny jest, gamoń. Jak wszystkie czernysze, bo to trzeci taki w naszej rodzinie. A to psy, które spokojnie pozwolą się dwulatkom tarmosić za ogon, sąsiadom drapać za uszkiem, które prześpią całą noc pod łóżkiem swojego człowieka, gdy wyczują, że smutny lub chory; ale też bardzo bronią swojego człowieka.

  1. Puchaty jest przecudowny. Jako zagorzała psiara, zakochałam się choć swoją kluchę też u siebie mam. Ciągle go ściskam, podnoszę i drapię (ale skubany ucieka już czasami jak mnie widzi, więc staram się ograniczać do tylko kilku pieszczot).
    148 zł w obie strony do Włoch?! Grzech nie wykorzystać. Sama bym brała, a potem zastanawiała się, gdzie ja będę spać i ile mnie wyniesie cała wycieczka 😀 Świetny prezent urodzinowy sobie sprawiłaś. Super!

    • Ten to straszny pieszczoch – taka rasa. A poza tym to jeszcze maluch, więc tym bardziej uwielbia.

      Tak, w obie strony do Włoch, noclegi są w bardzo przyzwoitych cenach, bo to jeszcze maj i Apulia, więc nie najbardziej oblegana część apenińskiego buta.

  2. Ja bym raczej nie potrzebowała wina, żeby z Jamesem Nortonem robić to, co Ci podsuwa wyobraźnia. Raczej on by potrzebował…
    A widziałaś go na scenie? Jeśli nie, to może tłumaczyć brak szufladki. Ja byłam na The Bug w znanym nam obu Found 111. I był tam obłędny. I przemiły po.
    Piesek uroczy, alem ja kociara 😉
    Z Włoch zaś najbardziej kocham Neapol 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s