Look out weekend, ’cause here I come

W piątek o godzinie dwudziestej pierwszej opuściłam knajpę. Tłum gęstniał, a autorka pozbierała swoje zabaweczki, dopiła koktajl, pożegnała się grzecznie i poszła na tramwaj. Szał i życie na krawędzi.
Bo przecież trzeba się wyspać. A wino lepiej smakuje na własnej kanapie. Ale tak w ogóle to by człowiek przecież napił się porządnej herbaty, przebrawszy się w dresik.
Co to się dzieje.
Dekadę temu – no, troszkę wiecej – w piątkowy wieczór człowiek nakładał brokat na powieki, tuszował rzęsy przez dziesięć minut, upewniał się, czy dekolt dość głęboki (i czy bielizna pod spodem pasuje – nigdy nic nie wiadomo…), w chmurze perfum pędził taksówką do klubu, wracał do domu o czwartej nad ranem albo i siódmej niekiedy. Czasami z butami w dłoni. Czasami nie sam. Czasami nie do domu. Czasami niepewny imienia nowego towarzysza. Tak czy inaczej, na mieście znał wszystkich, był na bieżąco z nowymi lokalami, na ty z barmanami, pijał wódeczkę z bohemą, tańczył z cudzymi mężami, nawet kiedyś pewnego milionera w kolejce po banię poznał. Budził się w południe i z bólem głowy, ale sama myśl o tym, że mogłoby kiedyś być inaczej, wydawała mu się nieprawdopodobna. A teraz? Nawet nie próbuje udawać, że mu się chce. Wypadł z obiegu najzupełniej świadomie i nie zamierza wracać. Są ciekawsze zajęcia przecież. Niekoniecznie bardziej ekscytujące, ale ciekawsze. A nawet jeśli niezbyt ciekawe, to i tak jakimś cudem sprawiają większą przyjemność. Poza tym trzeba rano wstać i jechać poza Kraków, odpocząć trochę po tygodniu wytężonej, ma się rozumieć, pracy. Potarmosić psy i zjeść za dużo łakoci. No – może nie trzeba. Ale można.
– Za tydzień też wpadniesz?
– Raczej tak, bo potem, hm, wyjeżdżam.
– Oczywiście. A dokąd?
– Eee…
I już nie mogę się doczekać, prawdę mówiąc.
Nawiasem mówiąc, kupiłam sobie w całkiem przyzwoitej cenie bilecik na ostatni spektakl Rosencrantz i Guildenstern nie żyją. Ostatni, bo ostatnie są zawsze wyjątkowe. Atmosfera elektryczna. Potem będę się zastanawiać, jak to organizacyjnie ogarnąć. Zabawne, wiecie. Dziesięć lat temu przygodę z teatrami miasta, którego nie ma zaczynałam w towarzystwie Daniela Radcliffe’a właśnie, w Equusie. Trochę był skandal, bo chłopię występowało gołe jak Pan Bóg stworzył, a miało wówczas lat siedemnaście (zmieniło się troszkę od tamtej pory). Internet ociekał bardzo pochlebnymi fotomontażami. Przedstawienie samo w sobie natomiast, choć nie wybitne, bardzo mi się podobało. Tym bardziej, że Equus to genialna i poruszająca sztuka (nie rozumiem, czemu tak rzadko wystawiana). I tym bardziej, że był to mój pierwszy raz w świecie, w którym nigdy nie podejrzewałam, że się znajdę.
A cóż mogę rzec teraz…
Kto by przypuszczał, do czego to doprowadzi. Widzicie, jak trzeba uważać?

Reklamy

4 thoughts on “Look out weekend, ’cause here I come

  1. bardzo lubie te sztuke Stopparda, a zwlaszcza jej poczatkowa scene gry w orla i reszke, z ktorej jasno wynika, ze autor dobrze zrozumial podstawy probabilistyczne podstawy teorii gier.
    Nawet swego czasu o tym pisalam na zaprzyjaznionym blogusiu http://yenna.blog.pl/2004/06/19/wrzuc-monete/
    Zazdroszcze Ci tego zielonego przedstawienia, bo moze sie dziac 😉

    • No właśnie na to liczę, na to liczę 🙂 Ostatnie (i przedostatnie nawet bardziej) przedstawienia to jest wielka frajda dla obu stron. Zdarzyło mi się raz zaobserwować, jak jeden z wykonawców niespodziewanie błysnął gołym tyłkiem, kładąc zupełnie widzów i kolegów na scenie. Albo aktor, na którego wszyscy niecierpliwie czekali, zamiast wyleźć po bożemu z kulisy, nieoczekiwanie zjawił się na widowni… I te owacje ekstatyczne.

      Też lubię tę sztukę, choć do mnie Stoppard nie zawsze trafia. Natomiast Shaffera uwielbiam, bo on mi psuje humor.

  2. Pamiętam! Pamiętam tamten wpis! Bogowie… Aż tyle czasu minęło?! Ech. Tyle lat już Cię czytam i nawet jak mam przerwę, to zawsze wracam 🙂 Ha! Pozdrawiam ciepło

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s