Na górze róże

Mały Jasio odjechał sobie na weekend, zapomniawszy zaprogramować termostat. Gdy wrócił wczoraj, powitało go dwanaście stopni Celsjusza. Znowu.
Nigdy się nie nauczę. Wiecie, czasami myślę, że powinnam mieć takiego Igora, co by za mnie wszystko pamiętał – za prąd zapłać, ogrzewanie sobie nastaw, spakuj ładowarkę (ten problem rozwiązałam – w każdej większej torebce trzymam zapasową ładowarkę, adaptorki do prądu zagranicznego mam przynajmniej cztery, również strategicznie rozmieszczone; tak samo sprawy się mają z pojemnikiem na soczewki; jak człowiek roztargniony, to się w końcu uczy moresu).

Za to przyśniło mi się, że zamówiłam u mojego ulubieńca szklaną rzeźbę pawia.
Nie rozumiem, dlaczego tak skromnie. Mogłam gobelin z jeleniem na rykowisku. Naturalnej wielkości.
Sama jesteś jeleń, kobieto.

Ale, ale.
Dziś wiadomo, święty Walenty. Ja z tych nieprzywiązanych zanadto do tego dnia, ale nie przeszkodziło mi to wcale w spędzeniu minionej nocy na lubieżnościach w zacnym towarzystwie. Poszłam spać o drugiej i wstałam o siódmej. Fakt, że jakimś cudem dowlokłam się dziś po pracy do teatru i nie zasnęłam (nie żeby było nudno, Boże uchowaj), uważam za mój mały osobisty sukces. Pominę drobiazg, że gdy rankiem wsiadłam do windy w biurze, nie mogłam się nadziwić, dlaczego ona nie jedzie. Jakoś mi umknęła pewna istotna czynność, kluczowa przy korzystaniu z windy. Tak czy inaczej, z lubieżnościami czy bez, sam 14 lutego ma dla mnie takie samo znaczenie, jak 31 grudnia, czyli niewielkie. Nie muszę obchodzić.
Niemniej, gdy tak sobie szłam Plantami do teatru i mijały mnie pary uzbrojone w róże, coś mi się przypomniało.
Przypomniała mi się historia, która się nie wydarzyła. Takie historie zapewne nie wydarzają się każdemu z nas.
To była randka, na której nie byłam i seks, którego nie uprawiałam, ale na samo wspomnienie kąciki ust wędrują mi do góry, jakby jedno i drugie miało miejsce. A bohaterowie dramatu nie zamienili ze sobą ani słowa. Jakimś cudem nadal doskonale to pamiętam.
Otóż pewna sytuacja sprzed wielu lat. Znacie to uczucie, gdy nagle włos na plecach wam się jeży, bo czujecie, że ktoś wam się przygląda? No właśnie. Rozejrzałam się wtedy niepewnie i wtem.
Tamto spojrzenie, to nie było spojrzenie takie po prostu, to był przesył terabajtów danych i wiązka laserowa wprost w układ nerwowy. Zazwyczaj ludzie, gdy przyłapiecie ich na gapieniu się na was, odwracają wzrok. Ale koleś nawet nie mrugnął. Nawet mu rzęsa nie drgnęła. Miałam wrażenie, że jego oczy robią się większe i większe, jakby chciał mnie nimi wessać i w nich utopić. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam. Wszystko wokół zaczęło się rozmywać. Jego wzrok nie był natarczywy – nic w stylu gapiących się psychopatycznie pasażerów w tramwaju – raczej zaciekawiony, niemniej tak intensywny, że czułam się, jakby on mnie tymi oczami… no właśnie.
Bezczelne to było.
Autorka dała radę utrzymać ten eye lock przez długą dość chwilę, po czym, będąc osobą znaną z wybitnej przebojowości, poczuła, że rumieniec pali ją nawet w pięty i speszona zagapiła się we własne buty.
Jestem głęboko przekonana, że gdy to zrobiłam, tamten obywatel uśmiechnął się do siebie z satysfakcją.
Jestem, bo gdy po jakimś czasie – niebywale długim w mojej głowie, ale pewnie bardzo krótkim w rzeczywistości – ośmieliłam się na nowo skierować wzrok w tamtym kierunku, zobaczyłam promienny uśmiech, mówiący: „Mam cię!”.

Gdybym wtedy miała więcej odwagi, powiedziała cokolwiek albo chociaż się oduśmiechnęła nieco śmielej, moje życie być może wyglądałoby teraz inaczej.
Być może.
W każdym razie zabawne to, że romans czasami potrafi trwać raptem godzinę, a pamiętacie o nim pięć lat później. Tymczasem z długich związków niekiedy trudno zapamiętać cokolwiek. Mam za sobą takie, z których dziś pamiętam blade skrawki jedynie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s