Tonta de remate

Wracam otóż w miniony poniedziałek do biura, otwieram skrzynkę pocztową, a tam szaleństwo, fumy i wapory, wszystko na wczoraj, bilety rezerwuj natychmiast, bo najpóźniej za tydzień musisz tu być.
Każą, to robię, co nie.
Całkiem dobrze to wygląda, muszę przyznać. Miejsce przyjemne. Ludzie fajni. Pierwsze zaproszenie na spotkanie, jakie dostałam, nosi tytuł: „Cotygodniowa kolacja i drinki”, co oznacza, że szefująca temu projektowi ma właściwie poustawiane priorytety. Zresztą znamy się nie od dziś, wobec czego spodziewam się, że pójdzie lepiej niż ze zmorą, daj jej Boże opry… zdrowie.

Nie pierwszy to raz i raczej nie ostatni, ale skłoniło mnie to wszystko do refleksji.
Nie mam potrzeby, nigdy nie miałam, jakiegoś szczególnie silnego ukorzenienia, dlatego też wybrałam taką pracę, jaką obecnie mam. Lubię ten mój grajdołek, doceniam jego uroki, niemniej niewiele mnie w nim trzyma – moja kwatera główna, pan i władca, trochę znajomych, ale już coraz mniej, Bogiem a prawdą. Z drugiej strony mam coraz więcej fumfli w innych punktach świata, widywanych rzadko, za to intensywnie. Za własnym łóżkiem nie tęsknię i zawsze – z większym lub mniejszym powodzeniem – staram się oswoić miejsca, w które trafiam. Odkrywam.
Ale jest jeden duży minus i minusem tym jest samotność. Ja sobie z nią ogólnie dość dobrze radzę jako ktoś, kto nie potrzebuje do szczęścia ciągłego towarzystwa innych ludzi (uuu, wprost przeciwnie). Dotychczas nie miałam z nią problemu. Toteż jakże się zdziwiłam, kiedy mnie po raz pierwszy uderzyła. Jakaś taka dziwaczna tęsknota cholera wie za czym, jakieś takie psie smutki, jakieś „mam wolne, ale nigdzie nie pójdę, zostanę w łóżku”. Nie bardzo wiedziałam, co z nią zrobić. I szczerze pisząc, trochę się jej obawiam, chociaż po całym ubiegłym roku już wiem, co trzeba robić w sytuacji, gdy człowiek ma ochotę siedzieć w kąciku i użalać się nad sobą, bo taki biedny sam daleko od domu (w którym nie może usiedzieć zbyt długo, jak na ironię). Trzeba wbrew sobie podnieść dupę i wyprowadzić ją za drzwi, pójść na porządny obiad, na fikuśnego drinka albo sprawdzić w internecie opcje wycieczek za miasto, kupić bilet i pojechać.
Niemniej przez te rozmyślania o tym, że znowu ja nieszczęsna, jak ten palec sama, koleżanki dzieci rodzą i domy pod miastem budują, a ja na walizkach, też mi się zachciało, co jeśli mama źle się poczuje, gdy mnie akurat nie będzie i tak dalej – wpędziłam się w dość podły nastrój.
W tymże podłym nastroju siedzę dziś w robocie i ciupię sobie coś tam skwapliwie, gdy wtem słyszę nieśmiałe bzz, bzz. Zerkam na telefon. Luxemburger!
– Cześć, wszystko dobrze?
Ja bardzo proszę, niech mi ktoś wyjaśni, skąd oni wiedzą, kiedy są potrzebni. O kobiecej intuicji tyle się mówi, a tymczasem to mężczyźni zachowują się niekiedy w taki sposób, że można zacząć podejrzewać, iż założyli wam kamery i podsłuch w domu. (W sumie to on przez parę godzin przebywał w moim mieszkaniu sam. I jest inżynierem. Rany boskie).
Odpowiadam.
– Jedziesz do Madrytu? Wspaniale! Złapiesz trochę słońca. Sklepy fajne. Wydałbym tam całą pensję.
Wiem, stary. Cienia wątpliwości nie mam. Byłam z tobą na zakupach. Żywo pamiętam mój szok po zobaczeniu kilkudziesięciu par ułożonych podług koloru spodni w twojej szafie. Ale – sama przecież przywiozłam z Madrytu właśnie mój ukochany płaszcz, więc wiem, że drogi kolega ma rację.
– Znajdziesz sobie jakieś przystojne lokalne towarzystwo… – kontynuuje człowiek z Beneluksu.
– Czy twoim zdaniem naprawdę wszystkie życiowe problemy rozwiązuje seks?… Nie odpowiadaj.
– A nie jest tak?
Gdyby się zastanowić…

Chciałabym powiedzieć, że mój ukochany i bezcenny płaszcz wraca do domu, ale wiosna to nie jego pora roku. Cóż, może nabędę nowy?

Reklamy

2 thoughts on “Tonta de remate

  1. W Madrycie nie ma czasu na samotnosc. W Muzeum Prado spedzilam upojna niedziele przed „Ogrodem rozkoszy ziemskich” Boscha. A wieczorem „Krwawe gody” w wykonaniu grupy flamenco Antonio Gadesa,
    kosztujac Rioja Marqués de Cáceres !
    Coraje 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s