I trust you’re having fun

Ja się pytam, co to jest. Dlaczego jest tak cholernie zimno. A człowiek dziś jak ta lebiega ostatnia wyszedł z domu z gołymi nogami.
Pocieszam się, że w poniedziałek w moim nowym ulubionym mieście (vide wpis poniżej) ma być 26 stopni. I tam to nie jest dzień wolny, więc będzie można pójść na tapas. Serio, po dotarciu do hotelu rzucam tylko walizę i lecę po sangrię.
Tak, ta perspektywa poprawiła mi humor, który od powrotu mam jakiś taki skopany. Być może PMS upomina się o swoją porcję smutków i frustracji, no wiecie – „nikt mnie nie lubi, jestem taka samotna, i gruba też jestem, moja robota nie ma sensu, w końcu się zorientują, że jestem beznadziejna, a może by pieprznąć tym wszystkim, dlaczego ten cholerny tramwaj tak się wlecze, po grzyba deszcz pada, pan i władca ciągle zarobiony et cetera et cetera”. Wypisz, wymaluj robot Marvin z Autostopem przez galaktykę.
No dobra, tak naprawdę to mam parę drobnych powodów do niezadowolenia – innych niż wymyślone – ale nie będziemy o nich mówić.

Mogłoby mi się zdarzyć coś miłego, smędził wasz robot Marvin przez dzień cały. Dodajmy, iż w pracy ekspres do kawy był zepsuty, co autorka już w ogóle uznała za dowód bezcelowości egzystencji.

Wróciłam w każdym razie do domu, z tymi gołymi nogami i zwieszonym nosem. Powiodłam wzrokiem po moim mieszkaniu, ustrojonym obficie w sterty ciuchów – jeszcze w niedzielę za tymi stertami stała pewna logika, te na wyjazd, te do prania, te do szafy, ale już mi się pomieszało – i kopczyki monet w różnych walutach. Niezbyt domowo to teraz wygląda, jeśli mam być szczera, raczej jak jakieś biuro rzeczy znalezionych. Wzrokiem powiodłam i dotarło do mnie, że nie ma takiej możliwości, bym to dziś wieczorem ogarnęła. Troszeczkę nie mam wyjścia jednakowoż, zatem dałam sobie chwilę na walkę wewnętrzną. Niemniej, jako że kobietą jestem i multitasking to u mnie rzecz wrodzona, bo nudzę się, gdy wykonuję tylko jedną czynność, to pomyślałam, że w trakcie walki wewnętrznej o to, czy sprzątać, czy zalec w wannie pod wieloma słusznymi pretekstami, chociaż sobie pocztę prywatną sprawdzę.
W której to poczcie zalegała wiadomość zwięzła, ale nader sympatyczna.
Autorka lekko kwiknęła, rozpromieniła się jak to teletubisiowe słoneczko i pomyślała, że właśnie tego jej było trzeba. To jest to „coś miłego”, po czym mi od razu lepiej. Niewiele trzeba czasem, by odzyskać wiarę w ludzkość. 
O, rety rety. Czas wrócić do gapienia się na sterty, bo może mi się nie chcieć, ale do powrotu na Półwysep coraz bliżej. A gdy misja na Półwyspie się skończy, rozpocznie się nowa.
W odmęty niezłego absurdu popłynęło moje życie, gdyby mu się przyjrzeć z bliska. I sama nie wiem, jak to się stało. To znaczy niby wiem, wszak byłam przy tym, ale jednak nie wszystko przewidziałam…

Reklamy

2 thoughts on “I trust you’re having fun

  1. Z tym poniedzialkiem wielkanocnym to w Hiszpanii dziwna sprawa – jest dniem wolnym od pracy w Katalonii, na Balearach, Nawarze, Walencji i w kraju Baskow, ale nie w Madrycie i Andaluzji. Regiony posiadaja autonomie ustalania listy swiat. Co ciekawe, kilka lat temu w dwoch miastach Ceuta et Melilla wpisano na ta liste swieto l’Aïd al-Adha , zapewne jedyne nie katolickie swieto w Hiszpanii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s