Zanzare

W Mediolanie, po tygodniach dzikich upałów, pogoda się psuje. Niebiosom niech będą dzięki. Przyznać trzeba wszakże, że psuje się w sposób wybitnie widowiskowy, bo od jakichś dwóch godzin nad miastem trwa festiwal wyładowań atmosferycznych. Nic nie grzmi, tylko jakby w chmurach masa paparazzich trzaskała jedną fotkę po drugiej. Błyskbłyskbłyskbłysk. Niesamowite.

Mam wiadomości dobre i złe. Zacznijmy od złych.

Poszłam otóż sobie w sobotę do muzeum nauki i techniki imieniem pewnego człowieka z miejscowości Vinci, które mieści się jakieś 300 metrów od mojej tutejszej kwatery głównej. Myślałam, że oblecę prędko i pojadę do drugiego, ale muzeum okazało się arcyfascynujące. Możecie sobie dla przykładu zbudować w nim radio. Działające. A poza tym trafiłam na wystawę o kosmosie, toże bardzo atrakcyjną, pośrodku której w małym, ciemnym pokoiku w małej, szklanej kuli tkwi fragment skały księżycowej. Prawdziwy księżycowy kamień, jeśli pamiętacie tę piosenkę z dzieciństwa.
Spędziłam tam tyle czasu, że do drugiego muzeum nie było sensu jechać. No i świetnie, myślę, popołudnie piękne, to pójdę do parku zamiast. Uwielbiam parki. W parku można rozłożyć się na trawie, czytać, opalać się, obserwować ciekawe przypadki ludzkie. Załapać się na plenerowy koncert nieopodal Castello Sforzesco.
Zostać zjedzoną żywcem przez komary.
Rany boskie. Istnieje być może jedna część mojego ciała, którą te zmory oszczędziły. Nawet panie kasjerki w sklepie z troską – a zarazem jakby mnie przy tym nie było – komentowały moje obąblowane łydki.
Nie działa na to nic (okłady z octu i cebuli z oczywistej przyczyny nie wchodzą w grę, do biura muszę chodzić) poza moim odkryciem sezonu, kremem no-name z supermarketu za 1,29 euro, który w Polignano mnie ratował skutecznie po tym, jak się nieostrożnie przypiekłam, a tu pozbawia mnie chęci drapania się wszystkimi kończynami.
Mam nadzieję, że te małe wredne sukinsynki co do jednego padły w męczarniach, opiwszy się mojej krwi z domieszką Aperolu.
To była pierwsza zła wiadomość.

Druga jest taka, że czuję się już trochę zmęczona i bardzo tęsknię za domem. Nawet nie za domem jako takim, choć ucieszę się na widok moich obrazków, gdy otworzę drzwi. Tęsknię za herbatą. Za panem i władcą nie przez telefon. Za moim fotelem i weekendem spędzonym na oglądaniu seriali albo bollywoodzłych filmów. Coś takiego jednakże nastąpi chyba dopiero w sierpniu, bo raptem kilka dni po powrocie znowu wyjeżdżam. Tylko na dwa tygodnie co prawda, ale jednak.
A gdy wrócę, to będę musiała jechać do Gdańska.
I tu przechodzimy do wiadomości dobrych.

W Gdańsku bowiem Teatr Szekspirowski będzie wystawiał, uwaga, Zakochanego Szekspira.
Tak jest. Tego samego, którego obejrzałam pięć razy i nadal boleję, że tylko tyle – ale troszkę miałam daleko… A ponieważ teatr to nie film, któregoś wieczora światła zgasły na dobre i spektakl stał się miłym wspomnieniem. Inna sprawa, że dla mnie to przedstawienie uruchomiło całą lawinę wydarzeń – różnych, mniej i bardziej znaczących. Również takich, jak to na przykład, że sama jak wielu widzów leciałam do teatru z książką pod pachą, żeby dołożyć coś do biblioteki w garderobie. Między innymi. To było piękne przedstawienie – naprawdę, mimo że za całą scenografię robiła po prostu scena przypominająca te elżbietańskie, a rzekę udawało wiadro, i działało to jak złoto – ale też cały osobny świat poza przedstawieniem.
Tym samym ucieszyłam się ogromnie. Wybieram się bez dwóch zdań. Obawiam się oczywiście, że moje czułe sentymenty sprawią, że nieco się rozczaruję, ale to nic. Po pierwsze, to naprawdę zabawna (dużo bardziej niż film, wskutek pewnych zmian w fabule), melancholijna nieco sztuka o miłości do teatru i miłości w ogóle, po drugie zawsze chciałam odwiedzić to miejsce, a po trzecie nie byłam nad Bałtykiem od lat, zatem same wygrane.

Trzeba tylko wrócić do domu.

Reklamy

8 thoughts on “Zanzare

  1. Pro tip z Tajlandii: na ukąszenia tych małych zmor (zmór?) najlepszą jest – tak, tak taśma klejąca (scotch tape, jakkolwiek tego nie nazwiemy). Wiem, jak to brzmi, ale – you’re welcome 🤓

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s