Wait a minute, Mister Postman!

Przesyłka do mnie przyszła.

Jak do mnie przesyłki przychodzą, to nigdy nie wróży nic dobrego. Albo beztrosko zamawiam osiem książek z odbiorem osobistym ze sklepu i później wlokę to przez most (i jeszcze się dziwię, że mi dysk wypada), albo jakieś ptaszki i motylki z irytującymi listami przychodzą, ogólnie bida.
Tym razem to zamówienie pana i władcy, więc tym bardziej niczego dobrego się nie spodziewałam.
– Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia – powiedział do mnie paczkomat, gdy już powciskałam te wszystkie guziczki i Sezam się otworzył. Od kiedy one mówią? Nie jestem pewna, czy to właściwe życzenia, biorąc pod uwagę zawartość paczki. Już ją oczywiście zdążyłam rozpakować, przymierzyć, co było do przymierzenia, popatrzeć z pewnym niepokojem na pozostałe ciekawostki – no i teraz pozostaje czekać, aż gamoń i łobuz wróci z wywczasu, co powinno nastąpić lada dzień.

A swoją drogą, całkiem a propos, odbywałam wczoraj jedną z tych krępujących konwersacji z ludźmi, których słabo się zna. Wiecie, kolega czy koleżanka z pracy, z którą z przyczyn losowych trzeba odbyć rozmowę na tematy pozapracowe, bo na przykład pozostałe towarzystwo się spóźnia. Nie jestem w tym dobra. Naprawdę nie. Ja z tych, co w sytuacjach, gdy trza konwersować z nieznajomymi, spoglądają nabożnie w sufit, kręcą kciukami i uśmiechają się niepewnie. Lub też w desperacji mówią coś naprawdę, naprawdę głupiego (nawiasem mówiąc, w jakimś sklepie DIY we Frankfurcie widziałam torbę, taką na zakupy, z napisem I CARRIED A WATERMELON i trochę pluję sobie w brodę, że jej nie kupiłam). Raz mi się udało, bo kolega położył na biurku pęk kluczy z breloczkiem w postaci tasiemki głoszącej „remove before flight„.
– Miałam kiedyś taki podkoszulek – zauważyłam na głos. Bo miałam istotnie. Może to nie było najbardziej wdzięczne zagajenie w historii, ale zaraz wylazło, że oboje jesteśmy fanami awiacji i zamiast męczyć się próbami zabicia czasu jakąś tam rozmową o planach na weekend i korkach na A4, zajęliśmy się żarliwym rozprawianiem o Gimli Glider. Tak też bywa. Normalnie jednakże to kręci się wokół pogody i ewentualnie tego, że kawa w biurowym ekspresie jakaś gorsza ostatnio. Albo ewentualnie wakacji. Ale nie tym razem, nie dziś. Nie tym razem, niektórzy bowiem ludzie wyjątkowo się interesują życiem prywatnym innych ludzi i nieważne, że rozmawiają z tymi ludźmi pierwszy lub drugi raz w życiu. Rozumiem, że chcą być przyjaźni, ale skracanie dystansu uruchamia w mojej głowie liczne alarmy sugerujące szybką ewakuację. Zawsze mnie to fascynowało i drażniło jednocześnie, zwłaszcza że wyjątkowo nie lubię o sprawach moich i gajowego rozmawiać. Z kimś, kogo długo i dobrze znam, mogę, owszem, ale bez nadmiernej ekscytacji i raczej zdawkowo. Z kimś obcym – nie ma szans. I nie mam pojęcia, na co komu wiedza o tym, co robię po godzinach.
Po obowiązkowej rundce dotyczącej samopoczucia koleżanka wyjaśniła, że ona to z naszego spotkania musi wyjść wcześniej, bo dziecko odbiera. Pokiwałam głową.
– A ty masz dzieci?
Pokręciłam głową.
– A męża? – indagowała niestrudzenie koleżanka. Poważnie?…
– No… nie. Nie mam męża.
– Ale kogoś masz, nie?
Serio?!
– Mam – odpowiadam jednosylabowo w nadziei na ucięcie tematu.
– Masz zdjęcie?
Co takiego?…
Dżizas. Mam zdjęcie, mam wiele zdjęć, przy czym większość z nich nie nadaje się do pokazywania komukolwiek. Raczej nie takie, co się w portfelu nosi.
Szczęśliwie weszła osoba trzecia i konwersacja została przerwana.
Uff.

Reklamy

11 thoughts on “Wait a minute, Mister Postman!

  1. Mnie kolega lubego kiedys zapytal kiedy my sobie zrobimy dzieci, bo oni maja juz pare. Niestety mnie mocno przytkalo to pytanie, ale jak kiedys jeszcze raz poruszy temat to odpowiem, ze bede miec jak on postanowi oddac swoje. Sa jeszcze w takim wieku, ze zapomna o pierwszych rodzicach, ale nie ma juz nieprzespanych nocy 🙂

  2. ooooooo, też mnie jeży takie wnikanie w moje życie
    z automatu staję się jednosylabowa
    na blogu odsłaniam się do granic, w końcu i tak się nigdy nie spotkamy
    ale jak siedzę z kimś twarzą w twarz, to normalnie funkcja sfinksa mi się włącza
    frotka

    • Oo, tak – ja mam wtedy tryb „tak/nie/nie wiem/hmm” (jeśli ograniczam się do „hmm”, to znaczy, że ktoś już naprawdę przelazł o jeden most za daleko). Na blogu wszakże też trzymam dystans, bo wieloletnie blogowanie nauczyło mnie, że nigdy nie wiesz, kto Cię czyta 😉

  3. Trochę bym może nawet chciała tak umieć. Bo jestem z tych, którzy wahają się, gdy mają ochotę zadać pytanie tak intymne jak “masz rodzeństwo?”. A warto się czasami przełamać. Chociaż raczej nie na spotkaniu służbowym 😀 W pracy moje zycie prywatne nie istnieje. Jak spotykałam się z facetem z biura (poznalam go poza praca! taki pech), to wielbiłam fakt, że potrafił rzucić mi najbardziej znudzone cześć, na pozór zupełnie niepomny faktu, że inaczej się ze mną żegnał kilka godzin wcześniej u siebie. Moje życie, moja sprawa. Mo-ja. Na codzień bardzo mało kłamię, ale w tej kwestii udzieliłam sobie dyspensy i na niechciane bezpośrednie pytania odpowiadam byle co.

    • Przyznaję, to czasem utrudnia życie, bo trafiałam na ludzi, którzy nie mogli znieść tego, że ja nie umiem (nie to, że nie chcę, po prostu nie umiem) prowadzić z nimi gadki-szmatki – a i tak poczyniłam ogromne postępy przez ostatnią dekadę – i myśleli, że mam się za nie wiadomo kogo, dlatego siedzę taka cicha. Na szczęście w mojej obecnej pracy dominują tacy, którzy wiedzą, że ja powoli się rozpędzam i rozumieją to (poza tym jednym przypadkiem…). Tak czy inaczej, wolę rozmawiać o planach na wakacje, o książce, którą ktoś położył na biurku, o niesamowitych historiach lotniczych właśnie – pytania o moje życie osobiste to jest dla mnie trochę za duży kaliber.

  4. Olu, ja z innej beczki. Najprawdopodobniej będę jesienią w Mediolanie i będę mieć ok. 7-8 godzin „wolnych”. Jakie atrakcje są Twoim zdaniem najbardziej warte wciśnięcia w taki okres? Ogólne „połażenie” po centrum czy może coś konkretnego?

    • Pinacoteca di Brera. Pinacoteca Ambrosiana (rysunki Leonarda da Vinci i kurioza typu włosy Lukrecji Borgii). Duomo oczywiście (bilet wcześniej kupić, bo kolejki sakramenckie) – jednym się podoba, innym nie, ale moim zdaniem mus. Castello Sforzesco, przynajmniej z zewnątrz, bo dość imponujący. W Palazzo Reale, tuż obok Duomo, często są znakomite wystawy; z tego co czytam, na jesieni ma być Caravaggio i Toulouse-Lautrec, ale też wystawa kostiumów z La Scali od lat 30. No i sam Palazzo Reale jest piękny, choć nieco go ząb czasu nadgryzł. Po sąsiedzku jest Museo del Novecento, też bardzo fajne.
      Z mniej znanych rzeczy – ossuarium nieopodal Duomo, w kościele San Bernardino alle Ossa. Miejsce niesamowite absolutnie. Drugą ciekawostką jest namalowana kopuła w kościele Santa Maria presso San Satiro – super złudzenie optyczne (ponoć Bramante).
      Te wszystkie miejsca są w odległości niedługiego spaceru od siebie i w samym centrum Mediolanu, więc na parę godzin pobytu akurat. Oczywiście aperitivo warto zaliczyć i siedzieć sobie w kawiarni, obserwując przechodzących pięknych milanesi nad drinkiem i przekąską, ale w tym celu lepiej się oddalić od Duomo 😉
      O, jeszcze bazylika Sant’Ambrogio i pobliskie muzeum nauki – niby dalej, ale z dworca to raptem kilka przystanków metrem, a też fajne. W tej okolicy stoi też Santa Maria delle Grazie z „Ostatnią wieczerzą”, niemniej na tę imprezę proponowałabym kupić bilet już teraz.
      Ogólnie Mediolan nie jest jakiś piękny w porównaniu z innymi włoskimi miastami, ale zdecydowanie jest tam co robić i oglądać. W razie czego pytaj śmiało!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s