The S word

Dobry weekend. Odrobiłam moje krakowskie zaległości. Podgórskie właściwie, bo w pobliże Rynku się nie ruszyłam. Zeżarłam lody cytrynowe z bazylią u Emila i bardzo pysznego falafla na pikniku w Parku Bednarskiego, który jest najpiękniejszym parkiem w Krakowie, a może nawet i dalej. Wypiłam spritz na Kazimierzu. Nie był to taki spritz, jak we Włoszech, albowiem tylko we Włoszech jest taki spritz, jak we Włoszech (nawiasem mówiąc, zawsze mnie wkurzało, jak oni po moim sposobie wymawiania tego słowa natychmiast orientowali się, żem nietutejsza i mimo zamówienia starannie złożonego po włosku, mimo mojej grzecznie wystosowanej prośby o „lo spritz” odpowiadali mi z uśmiechem po angielsku, paskudy cholerne). Zabawne. Składniki takie same, proporcje takie same, piękne słońce i czyste niebo nad głową, a jednak nie to.
Zaspokoiwszy nieco moje włoskie tęsknoty, postanowiłam wczoraj zaspokoić tęsknoty hiszpańskie i poszłam do Euskadi, o której same zachwyty słyszałam. Bardzo mnie uszczęśliwili. Croquetas jak należy. Krab co się zowie. Pysznie. Jednej tylko rzeczy nie pojmuję i nie pojmę nigdy – czemu w naszych knajpach, nawet tych serwujących kuchnię śródziemnomorską, dawkują wino, jakby było ono, bo ja wiem, larendogrą. Naleją na dno kieliszka, skasują dychę przynajmniej i ciesz się, człowiecze. Błagam.
Pięknie było i słonecznie (przynajmniej do wczoraj, bo akurat gdy opuściłam restaurację, lunęło i dotarłam do domu lekko zmoczona). I nawet – szok i niedowierzanie – udało mi się z kimś umówić, toteż we wtorek idę na proszoną kolację, a w środę na miasto. Czyżbym odzyskiwała życie towarzyskie? Miło.
Lubię taki Kraków, nieco opustoszały latem, po którym mogę sobie dreptać w sukience zwiewnej i moich superwytwornych Birkenstockach. Taki o.

Ale nie o tym chciałam.
Od soboty internety żyją tym, co rzekł Owsiak wobec poseł Pawłowicz. I owszem, jestem zdania, że takie słowa nie powinny były paść. Niezależnie od tego, co ona sama wcześniej nagadała, a na czego powtarzanie szkoda klawiatury. Fakt, język życia publicznego schamiał niewiarygodnie przez ostatnie lata i wiele tekstów kiedyś nieakceptowalnych teraz nie budzi niczyjego zdumienia. Pytanie tylko, czy tak naprawdę trzeba i czy naprawdę nie da się inaczej. I czy, kurczak, serio musimy mówić ludziom „bzyknij się, to lepiej się poczujesz” – nawet w odpowiedzi na inne napastliwe komentarze. Wydaje mi się, że to już jest o jeden most za daleko.
Ludzie mają różne potrzeby seksualne, co jest prawdą dość raczej oczywistą. Jedni ogromne, inni średnie, inni – żadnych. Ba, czasami w poniedziałek mamy te potrzeby ogromne, a w środę żadnych. Radzimy sobie z tym też w różny sposób. Dla mnie seks jest bardzo ważny i dostarcza mi wielkiej radości, ale komuś innemu jednak nie musi. Bo on może czerpać radość z czegoś zupełnie innego. Może też mieć problemy czy blokady, które uniemożliwiają mu uciechę z fizycznej bliskości z kimś. Różnie bywa. To nie jest tak, że jako dorośli ludzie jesteśmy bardziej cool, gdy uprawiamy seks – to wyłącznie nasza sprawa, czy to robimy, z kim, jak często, w jaki sposób. Nie ma jedynie słusznej częstotliwości, jedynie słusznej liczby partnerów, jedynie słusznej ich płci. Nasza cielesność to niesłychanie intymna sfera. Nikt poza nami samymi tak naprawdę nie wie, jak ona wygląda. Dlatego właśnie nie podoba mi się i nigdy nie będzie zalecanie komuś seksu jako środka na odprężenie, cudownego panaceum na wszelkie dolegliwości, zwłaszcza, ma się rozumieć, na kiepski humor.
A przy okazji – mam wrażenie, że jesteśmy w naszej krainie między Odrą a Bugiem tak zanurzeni w seksizmie, że przestaliśmy go zauważać. W takim codziennym, zwykłym, powszechnym. Nie jest to żadna prawda objawiona, wiele z nas to wie. Tu pan instruktor nauki jazdy złapie za kolanko, firma produkująca wiertarki czy inne tam klucze nasadowe wrzuci sobie na billboardy rozebraną modelkę, tam pan komentator sportowy będzie opiewał urodę zawodniczek albo pan wybitny publicysta będzie konsekwentnie zapraszał do niedzielnego programu samych facetów. Tu ktoś kulturalnie zauważy, że kobieta, która jęczy w nocy, nie warczy w dzień, a czyjeś marudzenie zdiagnozuje jako syndrom niedopchnięcia. Tam ktoś będzie ubolewał, że kiedyś to z dowcipów o babach, co dawno chłopa nie miały, to ludzie się śmiali, a teraz to wszyscy tacy przewrażliwieni. Do napisania tego w sumie nie sprowokował mnie sam niesławny tekst, ale reakcje w internecie – w tym i dziennikarzy, co mnie nieco zdziwiło – też sprowadzająca się do tego, że w sumie to nic wielkiego się nie stało, a seks jest fajny, a jak ktoś uważa, że to przesada, to pewnie się zgorszył tym, że ktoś śmie sugerować, iż seks dla kobiet też jest przyjemny. Jeśli ktoś jest oburzony, to pewnie sam nie lubi. Albo ma jakieś fobie seksualne. Tak, na pewno.
Na pewno.

Reklamy

9 thoughts on “The S word

  1. serio, serio – ale ja uważam, że w sumie to Owsiak chyba trafił w sedno problemu Pani Pawłowicz… jednak nie popieram otwartego mówienia do niej, o niej w tym temacie na forum publicznym.

    Sama od dawna uważam, że ona cierpi na syndrom niedopchnięcia… i wiesz, jak na nią patrzę to widzę ją w wersji SM jako dominę… a następnie w SM grupowym jako uległą i koniecznie jeszcze z lesbijskim zacięciem… taka mieszanka, dla polityka byłaby samobójstwem gdyby wyszła na światło dzienne, więc pości z przymusu. Rzecz jasna to moje prywatne wyobrażenie i nic więcej. Poważnie, to w sumie mnie nic do tego… cóż gdyby była mężczyzną z takim zachowaniem, podejrzewałabym, że ma dużą potrzebę spuszczenia sobie z krzyża… gwoli równouprawnienia. Osobą bez potrzeb (całkowite wyparcie tematu) jest jej szef.

    Nie zmienia to jednak tego, że właściwie, jak dla mnie, mogłaby uprawiać taki seks jak wyże, o ile wszyscy byliby zainteresowaniu dobrowolnie tematem, i ja sama miałabym to gdzieś – bo to jej i tylko e sprawa. Żadna sensacja. Żadne halo. jeden lubi lizaki, inny śledzie – kwestia gustu a o gustach (jeśli nie przekraczają prawa), nie ma co dyskutować, każdy ma własne i innym nic do tego.

    • Problem w tym, że takie dywagacje odciągają też uwagę od głównego problemu. Problemem z panią Pawłowicz nie jest to, że jest samotna. Problemem jest to, że jest złą, antypatyczną osobą. I parę nawet najlepszych stosunków nie zmieniłoby w jej osobę miłą, empatyczną i szanującą inność. Byłaby nadal tą samą, nienawistną osobą, po prostu mającą inne życie seksualne.

      I bardzo, bardzo chciałabym, by teorie, że jak ktoś gardzi środowiskami LGBTQIA+ to na pewno jest siedzącym w szafie gejem lub lesbijką umarły na zawsze, bo robią więcej złego niż dobrego.

      • Nie łączyłabym moich wyobrażeń jej potencjalnych potrzeb erotycznych z samą Panią Pawłowicz i jej przekonaniami, gdyż jedne nie wynikają z drugich. Przypisałam jej rolę Dominy, gdyż z natury ma ona charakter dominujący i właśnie uznający jedynie własny światopogląd. Niewyżycie erotyczne zaś nasuwa mi się za każdym razem, kiedy widzę jak ona je (łapczywie, nachalnie, pazernie, jakby była nienasycona). Taki sposób jedzenia, wedle różnych publikacji naukowych, może mieć podłoże emocjonalne i rekompensować coś (nie wiem co i nie interesuje mnie w żadnym stopniu).
        Co do tego jakim jest człowiekiem, to faktycznie, to co w mediach jest na jej temat przedstawiane, jest żenujące i nie przystoi nauczycielowi akademickiemu (zwłaszcza, że tradycyjnie winien być on wzorem cnoty do naśladowania) … ale bycie prostakiem nie eliminuje możliwości posiadania wielkiego umysłu (czy w tym przypadku – rzecz dyskusyjna, no ale, coś jednak w tej głowie musi mieć, skoro przeszła takie etapy kariery a nie inne, albo po prostu ma niebywałe zawodowe szczęście – nie mnie to rozstrzygać i mnie to nie interesuje).

        Co do środowisk LGBTQIA+ to tak długo, jak wszystko jest w zgodzie zainteresowanych i wynika z ich dobrowolności i wzajemnej akceptacji – niech robią co im sprawia przyjemność. To co neguję to zmuszanie kogokolwiek do własnych upodobań, czy potrzeb. Niewyględnie rzecz ujmując: mam wyjebane na to jak ktoś się pieprzy i z kim to robi.

        PC sorki za ostatnie zdanie z mało cenzuralnym słownictwem, możesz je jak chcesz usunąć, a nawet cały ten komentarza, gdyż obawiam się, że podjęłam polemikę z „jedynym słusznym poglądem” obrony przed atakiem, nawet jeśli tego ataku nie ma.

        • Szczerze mówiąc trochę nie spodziewałam się tego, czego znalazłam w Twojej odpowiedzi – moim celem broń Boże nie było atakowanie Cię ani zarzucanie Ci czegokolwiek. Jeśli mój wcześniejszy komentarz wyszedł na przykład bardziej agresywnie niż miał – bardzo przepraszam, to naprawdę nie było celowe.
          Generalnie sprawy związane z niewiązaniem zbyt wielu rzeczy z ludzką seksualnością plus z ludźmi LGBTQIA+ są bardzo bliskie mojemu sercu i często staram się, bo ja wiem, zasugerować spojrzenie z nieco innej perspektywy ludziom, którzy nie siedzą w tym tak bardzo, więc mogą nie czuć pewnych niuansów. I tak dalej.

          Nie chciałam też na pewno wywoływać flejma pod postem na niemoim blogu, więc nie będę wdawać się w dalsze dyskusje, zwłaszcza, że dałaś mi dosyć jasno do zrozumienia, że temat jest Ci całkowicie obojętny.

          Także chciałam po prostu przeprosić za potencjalne nieporozumienie.

        • Biorąc pod uwagę, że ja sama gorszych sformułowań używam, nie zamierzam tego usuwać. Zwłaszcza że każda dyskusja mnie cieszy. A jak widać, w tym temacie jest potrzebna, chociaż niekoniecznie łatwa i przyjemna.

    • No widzisz, mnie w ogóle niesłychanie irytuje sam syndrom niedopchnięcia, ponieważ uważam, iż jest to określenie sakramencko obraźliwe. To naprawdę nie jest tak, że lekarstwem na wszelkie kobiece nieszczęścia, fumy i wapory jest penis. Otóż nie jest, bo ludzie mają różne potrzeby seksualne, różne poziomy libido, różną orientację koniec końców. Poza tym naprawdę nie mamy pojęcia o cudzym seksie, cokolwiek byśmy sobie wyobrażali, może być całkowicie niezgodne z prawdą. Pozory bardzo mylą niekiedy w tym akurat temacie.

      • Ależ ono jest irytujące i obraźliwe. Mało tego, odnoszę je głównie do uzyskiwania satysfakcji seksualnej, a nie do samego stosunku seksualnego gdzie penis buszuje w cipce. Dlatego sama nie odnoszę go do osób mi nieznanych, o których nic nie wiem, czasem owszem pomyślę w ten sposób o tej, czy tamtej osobie, ale nie znaczy to zaraz, że głośno i publicznie bym to powiedziała. Myślę też, że w tym konkretnym przypadku, obie strony są na tyle publiczne, że zapominają nader często o czymś takim jak intymność, oraz to, że jednak pewne rzeczy powinny zostać poza mediami i publiczną wiadomością.

        Za to, w odniesieniu do moich znajomych, których życie erotyczne przynajmniej w części nie jest mi obce, jak najbardziej pozwalam sobie na tego rodzaju stwierdzenia, gdyż wiem, że są wówczas prawdziwe. Prawienie banialuków przez kobietę, że ona nie ma potrzeb seksualnych, kiedy w tym samym czasie, kiedy tylko uda jej się wyjść samej z domu, przygląda się każdemu facetowi a do tego, jak nastolatka, ekscytuje się jakimś znajomym, który po rozmowie z nią „całą noc nie spał” … no sorry. Nazwijmy rzecz po imieniu: nie masz ochoty (może masz awersję) na swojego chłopa, ale nie na sam seks.

        Osób dorosłych, nieodczuwających potrzeb seksualnych, jest znikomy procent w populacji, a i to zazwyczaj są tego określone przyczyny jak zaburzenia zdrowotne (np. hormonalne lub wynikające z operacji), czy emocjonalne i psychiczne. Reszta zwyczajnie ściemnia w tym temacie. W pewnym aspekcie, jesteśmy zwierzętami, matka natura tak to zorganizowała, że zwierzęta czują chuć celem rozmnażania, my tylko przeszliśmy na nieco wyższy lewel i czerpiemy z tego przyjemność potrafiąc dbać żeby rozmnażania nie było. Sam fakt, czy ktoś używa do osiągnięcia satysfakcji własnej ręki, zabawek erotycznych, robi to z drugą osobą tej samej, czy innej płci jest tak na prawdę drugorzędny, a przynajmniej tak długo, do puki nie jest przestępstwem, gdyż wówczas znaczy to, że albo zgody na takie zabawy nie było, albo była ona wymuszona, czyli też jej nie było.

  2. No wiadomo nalewają tak wino, bo tak elegancko 😀
    A co do gorącego sporu – Edyta, moja koleżanka ze strony, fajnie to opisała. Trochę przypadkiem, bo nad tematem pracowała wcześniej, ale wyszło w temacie Owsiaka…;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s