Let’s get it on

Moje włoskie zakupy zdały egzamin. Zwykle unikam wysokich obcasów, ale bracia i siostry z Półwyspu Apenińskiego naprawdę znają się na rzeczy.


Tym samym wczoraj zasnęłam jakoś około czwartej, a niedługo przed siódmą obudziło mnie zapamiętałe chrapanie. Spojrzałam w lewo i skonstatowałam bez zaskoczenia, że chrapanie dobywa się z mumii szczelnie i całkowicie owiniętej w kordłę – szacun w taką pogodę. Zawsze kordłę kradnie.
Przed siódmą, a to oznaczało, że zaraz w mieszkaniu rozlegnie się seria dzwonków strategicznie rozmieszczonych budzików. W tym szaleństwie jest metoda – kolega ma kamienny sen. Do tego stopnia, że niekiedy rozważam przytknięcie mu lusterka pod nos. Niemniej nie znosi się spóźniać i bardzo nie lubi spóźnialskich (powiadam, uwielbiam go, ale w życiu nie chciałabym z nim pracować). Jeden z tych budzików dzwoni tak przeraźliwie, że człowiek wyskakuje z pościeli i ze skóry, co raz mi się zdarzyło, gdy zresztą pan i władca akurat nie musiał świtem do pracy się zrywać. Podczas gdy ja złapałam się za serce, pan i władca podniósł się, nie otwierając oczu, walnął pięścią w diabelskie urządzenie, wymamrotał obelżywe słowo, dał mi buzi i padł bez życia na poduszkę.
Dlatego ma ich kilka.
(Mam na myśli budziki. Choć żyć też jest więcej niż jedno, jak sądzę).

Kiedy mumia nie jest mumią, tylko żywym i energicznym osobnikiem, nie mogę przestać gapić się nań w zachwycie. Jak krąży po pokoju na bosaka, z wilgotnymi po kąpieli, skręcającymi się włosami i peroruje zawzięcie, wymachując przy tym rękami i zupełnie nie zwracając uwagi na trzymany kieliszek wina, naśladując ludzi, o których opowiada i imitując dźwięki. Takie trochę ptasie radio w ludzkim wydaniu. I emanuje przy tym tą swoją nieprawdopodobną zmysłowością, na którą mnie złowił i która nadal na mnie działa jak nic innego na tym łez padole. Emanuje nią nawet, gdy śpi.
Zastanawiam się czasami, czy kiedyś ten zachwyt mi minie. Na razie z każdym kolejnym rokiem się nasila, a piękny nie robi nic, żeby go zmniejszyć. Przeciwnie.
Tak to już chyba zostanie.
Co zabawne, motyw butów przewija się w tej historii od samego początku, albowiem tej nocy, gdy mnie poznał, pomagał mi zdjąć trzewiczek, bo sprzączka mi się zacięła. Taki Kopciuch, co nie. Było to lat temu wiele. Wtedy jeszcze witaliśmy się zdawkowym cmokiem w policzek, a ja byłam tak zdeprymowana, że nie wiedziałam, co powiedzieć i siedziałam jak ten tłumok w swoim kątku kanapy.

Dziwnym zatem nie jest, że zapytana wczoraj o plany na weekend odparłam, iż zamierzam spać, ewentualnie czytać w przerwach.
(I dzisiejszej nocy, jak na ironię, przyśniło mi się, że miałam romans z bratem pana i władcy. No doprawdy).
Nie martwcie się jednak zanadto tym, że u autorki jakoś mdło ostatnio. Za dwa tygodnie o tej porze będzie bowiem na urlopie. Nie uwierzycie, gdzie!…

Reklamy

4 thoughts on “Let’s get it on

    • A dokąd ja na Urlaub zwykle jeżdżę?… 😉

      Buty istotnie super – ja nie bardzo mogę na wysokich obcasach chodzić, bo moje wielokrotnie kontuzjowane kolano kiepsko na nie reaguje. Ale w tych można śmigać jak w pepegach. Jak to Madonna miała napisane na koszulce w klipie do „Papa Don’t Preach” – „Italians Do It Better” 😉 Jeśli chodzi o buty, to akurat prawda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s