Brak tlenu osłabia przekonania

Często czytam, że artyści nie powinni mieszać się do polityki. Lub też spraw społecznych w ogóle. Nie powinni też o nich mówić, bo przecież nie od tego są. Oni są od siedzenia na chmurce, wyglądania ładnie i wygłaszania tego, co dobrze brzmi albo z czego da się przyciąć chwytliwy tytuł.
Czytam, że teatr powinien być ucieczką od „bieżączki”. Nie powinien komentować rzeczywistości. Ludzie przychodzą, kultury wysokiej (cokolwiek to jest) chcą zażyć. Dość mają szumu informacyjnego, pasków w telewizorze.

Ale widzicie, ja się z tym głęboko nie zgadzam.

Moim zdaniem teatr jak najbardziej powinien robić to wszystko. Nie powinien być miejscem, do którego przychodzi się posiedzieć wygodnie w klimatyzacji, wśród ładnie pachnących ludzi, i w którym słucha się grzecznych deklamacji z akcentem położonym gdzie należy. On nie po to jest. On jest po to, żeby nas czasami wytrącić z bezpiecznej równowagi. Żebyśmy wracali do domu z pewnym niepokojem pod kopułą, z natłokiem myśli, z refleksją, że to wszystko może jednak nie do końca tak, jak nam się wydawało.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko czystej rozrywce. Ani przeciwko edukowaniu czy tam umacnianiu wartości (czymkolwiek one są, że się powtórzę). Ale musi być w nim miejsce na prowokację, na rozróbę, na zgagę od nadmiaru gorzkich myśli, na niewesołość. Na poświecenie widzowi po oczach, jakby chciało mu się powiedzieć: „nie, stary, ty nie przyszedłeś tu sobie posiedzieć wygodnie w klimatyzacji, my w tym jesteśmy razem”.

Wróg ludu jest spektaklem bardzo cynicznym. W warstwie tekstu Ibsena i w warstwie adaptacji.
Oto bowiem jest lekarz, który odkrywa, że w uzdrowisku woda zatruta. Pechowo burmistrzem uzdrowiska jest jego brat. Za lekarzem stoi murem jego rodzina (poza bratem, rozkochanym w sławie wielbionego wodzusia) i pewien dziennikarz, za burmistrzem reszta świata, bo wiadomo, władzy się nie podskakuje. I zaczyna się osobliwa gra. Ogłosić prawdę czy pozwolić ludziom żyć w błogiej nieświadomości? Kto o tym zdecyduje? Jakie konsekwencje poniesie?
Wiele w tym przedstawieniu momentów zaskakujących – choćby scenografia, którą możecie podziwiać, moszcząc się wygodnie na widowni, a która… nieważne; choćby dziadzio-metal, ale to trzeba zobaczyć – niemniej najbardziej zaskakuje i porusza monolog doktora, czy właściwie Juliusza Chrząstowskiego, wybitnego aktora sceny narodowej i zarazem aktora kolejnej sceny pod nowym dobrozmiennym szefostwem, mieszkańca Małopolski, który stoi w tych samych korkach co ja i oddycha tym samym PM10 co ja, wyborcy, obywatela Rzeczypospolitej. Gdy zostaje sam z widownią, mówi do niej, prosi o wodę, wspomina ostatnie wydarzenia z kraju i świata, zastanawia się głośno, co jego bohater powiedziałby w XXI-wiecznym Krakowie i co tak naprawdę nas zatruwa, nieuleczalnie – dzieje się coś wyjątkowego. Kiedy ta słynna czwarta ściana pada, widzowie często czują się niekomfortowo. Ja też. Przez większość życia bałam się interakcji, unikałam pierwszych rzędów; gdy znienacka zapalano światła na widowni, myślałam „rany, tylko nie to”. A wczoraj miałam wrażenie, że to sama publiczność, łącznie ze mną, chce tę czwartą ścianę zburzyć. Bo ktoś na scenie, ale taki jak my na widowni, nie tyle mówi do nas, co z nami.
Oczywiście on ciągnie ten spektakl, ale Radosław Krzyżowski jako burmistrz jest palce lizać (Little Drummer Boy w jego wykonaniu to perła, jak i wypowiedziane z cudownym spokojem „kurwa mać”), i Michał Majnicz jako rozdarty dziennikarz, który otwarcie mówi, że nie może pisać tylko o tym, co uważa za słuszne, bo dziennikarze muszą kłamać, by powiedzieć prawdę. Przemycić ją pomiędzy tym, co ludzie chcą przeczytać.

Nie widziałam w Krakowie zbyt wielu owacji na stojąco, bo tu ludzie oszczędni w wyrażaniu emocji. Wczoraj jednakże nie dało się inaczej.

Sunshine Reggae już nigdy nie zabrzmi tak samo, powiadam.

Panie nowy dyrektorze Starego Teatru, nie zazdroszczę wyzwania, ale ten teatr trudno będzie okiełznać. Klata zdążył zbudować wspólnotę. Jeśli będzie trzeba, to i otoczymy kordonem, odmawiając różaniec, choć nie do końca wiem, jak to się robi, bo jedyny różaniec, z jakim miałam do czynienia, znalazłam jakąś dekadę temu na podłodze w Pięknym Psie. Jak na ironię.

Reklamy

4 thoughts on “Brak tlenu osłabia przekonania

  1. Owszem, i Ty i ja i aktor ze Starego i pani Basia z warzywniaka… każdy może. Ale nie wiem czemu w wielu mediach (albo nawet we wszystkich) przyjęło się, że cośtam-cośtam powiedziane przez aktora czy innego magika od sztuki ma status prawdy absolutnej. I potem wykorzystuje się to podparcia każdej głupawej idei (robią to wszystkie strony polityczne, każda ma przecież swoich idoli).
    A przecież każdy – i aktor również – ma prawo do mówienia bez sensu. I raczej rzadko ten idol ma rację bo przeważnie widzi rzeczywistość głównie przez pryzmat swoich szczególnych doświadczeń, które niekoniecznie pokrywają się z doświadczenianiami ogółu.
    I to, że widownia w większości była taka szczęśliwa jak doktor Chrząstowski dowalał PiSowi i nowemu dyrektorowi tak jakoś mniej pewnie klaskała przy pytaniu „a czym Państwo tu dzisiaj przyjechaliście ?”. (dwa razy sprawdziłem – byliśmy na TYM SAMYM przedstawieniu, urok tego małego miasta ;)).
    Pewnie gdyby padły pytania bardziej osobiste: czy myślisz, że przerobienie komunalnego mieszkania na nielegalną noclegownie dla pijaków z Brytanii i wkurwianiem tym mieszkańców i zarabianiem na cudzym mieniu jest OK ? albo: czy uważasz, że mieszkanie w Zielonkach, płacenie tam PITa i przywożenie do miasta smrodu i dzieci do szkoły jest OK ? – byłoby bardziej akurat i bardziej wkurwiające publiczność.
    No ale… wzięcie na klate nowego dyrektora jest łatwiejsze. I owacje lepsze.
    A co do spektaklu. Irytacja: te głupawe tańce, w których każdy coś niby robi a ogólnie to chaos. Coś jak z teatru ulicznego (słabego). Nie wiem po co (a to JK lubi często użyć). Podobało się: Bóg-Ojciec-Metal 😉 i jego ironiczna przewrotność. Bo przecież zawsze łatwo krzyczeć i podejmować „słuszne” decyzje dopóki nas to osobiście nie dotyka. Zwłaszcza po kieszeni.

    • Trochę się z Tobą zgadzam, a trochę nie (co nie jest niczym nowym, ale jakże lubianym). Szkoda, że się nie widzieliśmy!
      Tak, zgadzam się, że każdy ma prawo do mówienia bez sensu i każdy bez sensu mówi. I o ile wiem, że aktorzy, czy w ogóle artyści, niekiedy brną w kierunku dla mnie niezrozumiałym i czasami to tak się w sumie wypowiadają niewiadomooczym, o tyle nie chciałabym im tego prawa odbierać. Ich głos jest trochę bardziej donośny niż głos jakiejś przeciętnej Oli z Podgórza, więc może więcej zdziałać. Ale czy ich doświadczenia niekoniecznie się pokrywają z doświadczeniami ogółu? Wiesz, niekoniecznie. Oni też płacą podatki, kredyty, męczą się z krakowską czy jakąkolwiek tam komunikacją, użerają się z NFZ (mój znajomy aktor ma bardzo chore dziecko). Nie siedzą w rezydencji w jedwabiach przez cały dzień i nikt im stópków nie masuje.
      Zgadzam się, mogłyby paść ostrzejsze pytania, ale znowu, krakowska publiczność jest raczej konserwatywna.
      I zgadzam się, ojciec metal fantastyczny, a tańce też niekoniecznie takie długie być musiały. Ale przyznasz, niezależnie od wydźwięku, że doktor Chrząstowski i burmistrz Krzyżowski wspaniali w swoich rolach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s