Talk dirty to me

Wysiadł nam przedwczoraj prąd w mojej części grajdołka. Akurat tego dnia, gdy z zadowoleniem wracałam wcześniej z roboty, myśląc, jak to miło spędzę wieczór. Spędziłam bardzo miło, przy świecach. Bez herbaty, bez piekarnika, bez ogrzewania, BEZ INTERNETU, bez ciepłej wody w kranie (przepraszam za ten wulgarnie polityczny wtręt).
Bez domofonu. Co nie byłoby problemem, gdyby wasza niżej podpisana była lepiej zorganizowana i nie zgubiła klucza do drzwi wejściowych. Uściślając, nie zgubiłam go. Wywaliłam niechcący, wynosząc śmieci. Nieważne, nauczyłam się kodu na pamięć – a tę mam upierdliwie dobrą – więc radziłam sobie świetnie bez rzeczonego klucza. Jak się okazało, nie tylko ze mnie taka dupa wołowa, bo dotarłszy do domu, odkryłam, że przed klatką schodową przestępuje nerwowo z nogi na nogę kilka osób, wyczekując niecierpliwie momentu, aż ktoś postanowi wyjść, ergo drzwi się otworzą.
I wtem się otwarły.
Powiadam, Hiddleston pod stage door marzyłby o takiej ekstazie, z jaką powitany został nasz sąsiad wyprowadzający psa na spacer.

Młodzian z naprzeciwka za to odprowadził mnie pod same drzwi, „bo ja mam jeszcze dużo baterii w telefonie, to poświecę pani, aż pani drzwi otworzy”.

Ale nie o tym chciałam tak naprawdę.

Czytam sobie, wiecie, o tym pisarzu, co się nieładnie wyraził.
Czytam sobie jego obronę. Żarliwą. W wykonaniu kobiet. Pisarek, dziennikarek.
Panowie artysty mają swój język. Bo to taki kod. Tak się w pewnych kręgach mówi. Taki żarcik, poczucie humoru trzeba mieć. Oczywiście nie każdy rozumie seksistowskie żarty, ale żeby zaraz shitstorm urządzać, ojejej.
Że tak przekornie powiem, chuj, a nie kod.
Każdy głupi potrafi posługiwać się wulgaryzmami. Sama to często robię, zbyt często najpewniej, a pan i władca jeszcze to już w ogól przeklina sakramencko, gdy się zirytuje, ale nigdy nie robi tego publicznie. Kuchennej łaciny używają właściwie wszyscy ludzie, których znam. Ludzka rzecz. Natomiast to, w jaki sposób jej się używa, to już inna sprawa. To nie jest tak, że komuś wolno więcej, bo jest cyganerią. To nie jest tak, że można buraczane zachowanie tłumaczyć, iż to takie środowisko, w tym środowisku to norma. To w końcu nie jest tak, że możemy publicznie pieprzyć, co nam ślina na język przyniesie.
Wisienką w tej całej sprawie była reakcja dziennikarki, która pisarza wzięła w obronę, zaprezentowawszy przy tym kilka jego flagowych dowcipów i chyba nie spodziewała się, że ludzie zareagują na jej wpis takim oburzeniem. Te czarownie frywolne grepsy pisarza, które zacytowała, coś tam o dwóch batach, okazały się bowiem nie tyle strzałem w stopę, co upuszczeniem sobie na nią granatu odłamkowego. Zamykając komentarze, strzeliła rasowego focha i napisała coś o nienagannych zasadach moralnych adwersarzy. No lytości. Tu nie chodzi o zasady moralne, bo mój dla przykładu kręgosłup jest giętki i mam na sumieniu czyny od moralności tak odległe, jak Auckland od Krakowa. Tu chodzi o elementarną przyzwoitość i dobre wychowanie. O to, żeby nie być przykrym bucem. Rzecz zrabialna i w sumie całkiem prosta.
Nie znoszę tłumaczenia chamstwa poczuciem humoru, bo jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Jeszcze bardziej nie znoszę stosowania podwójnych standardów. Bo istotnie, gdyby taki tekst padł z ust kogoś, kogo modnie jest nie lubić, wielkie byłoby oburzenie. Ale padł z ust, wicie rozumicie, intelektualisty, reprezentanta bohemy i tak dalej, ogólnie swojego człowieka. A że swój, to będziemy kosztem pogrążania się bronić go za wszelką cenę. Ja wiem, dysonans poznawczy i tak dalej. Zdążyłam w życiu swoim niestety poznać znanych i lubianych, którzy w realu byli tak aroganckimi bucami, że aż bolało.
Tu nie ma czego bronić.
Zawsze zaczyna się od słów, taka prawda.
Zawsze jeden z drugim powie, że jedna z drugą z kijkiem w dupie nie poznała się na żartach.
Bo ci fajni, ci z poczuciem humoru takim, wiecie, to zawsze ktoś się ich głupio uczepi.
Toteż ja się ich czepiam w tym wpisie.

Reklamy

5 thoughts on “Talk dirty to me

  1. czytam, czytam, zgadzam się z każdym słowem, a jednocześnie dziękuję Panu Bogu, że ostatnio darowałam sobie podążanie za nowinkami i nie wiem, o kogo i o jakie słowa chodzi. Dzięki temu mój świat jest piękniejszy. Uściski znad kawy 🙂

  2. A tam, pieprzyć Rudnickiego – pewnie gdyby nie ta aferka dalej byłby znany tylko w małym kręgu lewicowej patologii.
    Ja raczej wnioskuje, żeby Pani Autorka coś może o tym Auckland … ? Pewnie byłoby to ciekawsze niż większość dowcipów pana literata 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s