Splendid solitude

Śpieszę donieść, że Wrocław jest bardzo przyjemnym miastem, na mojej ulicy znalazłam krasnala (jak również, na mijanej codziennie wystawie galerii sztuki, grafikę, którą bardzo chciałabym mieć, ale boję się wejść i zapytać o cenę) i ogólnie podoba mi się bardzo. Miasto. I mają wystawę Cranacha, na którą zamierzam wpaść zamiast lunchu, gdyż inaczej to czasu nie znajdę.
Pomińmy może fakt, że usiłując rozgryźć palącą kwestię sterowania klimą i oświetleniem w pokoju hotelowym, rozregulowałam jedno i drugie całkowicie. Pierwszą noc przespałam przy „relaksującym” (tak było napisane w instrukcji) świetle i w narastającym ukropie. Nieważne.

Jedno tylko mnie tu dręczy nieco. Otóż spędzam długie dnie i wieczory z ludźmi. Z raczej przyjemnymi ludźmi, życzliwymi, zabawnymi, błyskotliwymi, to prawda. Pracujemy razem, jemy obiady razem, wyskakujemy na wieczorne drinki razem. Rankiem widujemy się w jadalni, gdy żujemy nieelegancko nasze niezdrowe śniadania, choć oficjalnie, rzecz jasna, spożywamy li komosę ryżową i popijamy takowoż ryżowym mlekiem.

Z drugiej strony cieszy mnie wielce czyjaś obecność. Tęsknię za panem i władcą, zwłaszcza wieczorami, więc dobrze mi robi na głowę towarzystwo.
Z trzeciej – mam tej obecności momentami całkowicie dość i wczoraj wykręciłam się raczej słabo, bo zwyczajnie chciałam pobyć sama. Posiedzieć sobie w moim pokoju owinięta w ręcznik, poczytać i tyle. Nawet przebywanie z bardzo kochanymi ludźmi w nadmiarze mnie męczy – potrzebuję swojego kawałka samotności – cóż dopiero z takimi, których znam od kilku dni. Nie jestem istotą jakoś bardzo społeczną, są chwile, gdy czuję, że muszę odseparować się byle szybciej. Samotność mnie uspokaja.

Na szczęście jutro do Krakowa, w sobotni poranek na lotnisko, jeden wieczór w mieście, którego nie ma (powiedziałam w końcu, że przyjdę znów), powrót, a potem jeszcze kilka dni tutaj. Właściwie to w tym roku z wolna przestaję zauważać różnice między własnym domem a hotelem.

Reklamy

3 thoughts on “Splendid solitude

    • Tak! Daj Pan spokój…
      Dotychczas tylko raz mnie pokonało oświetlenie w pokoju, ale to było w Japonii z instrukcją po japońsku i całkowitym przypadkiem wykminiłam, jak to działa – w siódmym dniu pobytu. Ja lubię nowoczesne rozwiązania, owszem, ale jeszcze bardziej lubię pospolity knefel na ścianie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.