Snappy snaps

No nie wierzę.

Blog.pl przechodzi do historii.

Wielkie nieba. Mój pierwszy blogasek tam założyłam. Żeby było śmieszniej, zrobiłam to, bo chłopak mnie rzucił i potrzebowałam miejsca, gdzie mogłabym wylewać żale. Było to wiosną 2001 roku.
(Swoją drogą, rzucił mnie dla swojej byłej i bardzo dobrze, że to zrobił – oczywiście wtedy tak nie uważałam, ale dziś tamta tragedia bardzo mnie cieszy. Myślę, że byłabym nieszczęśliwa. A tak, choć płacę swoją cenę za życie, które zawsze chciałam prowadzić, przynajmniej żyję w zgodzie ze sobą).
Blogasek tamże prowadziłam przez lat dziewięć, w czasach, gdy robiło się to dla zabawy, bo blogosfera była mała, ludzie się znali, wódeczkę razem pili, przyjaźnie były, romanse, co rusz afera wstrząsała tym światkiem. Pisało się o tym, co nas wczoraj na przystanku spotkało, a nie liczyło wejścia i publikowało listy 10 najbardziej trendy solniczek lub 25 najbardziej motywujących zdań z „50 twarzy Greya”. Na blog.pl swoje małe ogródki uprawiali naprawdę znakomicie piszący ludzie. Ludzie, którzy potrafili zrobić perełkę z historii o tym, jak rozmrażali lodówkę.
Ech.
Koniec epoki.

Ale, ale. Nie o tym chciałam.

Przeczytałam ostatnio w The Stage o tym, że producent teatralny dostał z liścia od partnera widzki, której zwrócił uwagę, bo używała telefonu w trakcie spektaklu. Rzecz działa się w teatrze Old Vic, który już i tak ma złą prasę ostatnimi czasy z uwagi na wiadomy skandal.
Fajnie, co?
Wiecie, ja jestem bardzo zasadnicza. Jeśli nie wolno, to nie wolno. Nie przechodzę przez jezdnię na czerwonym świetle (co prawda tegoroczne siedem tygodni we Włoszech sprawiło, że trochę poluzowałam tę gumkę, ale nadal za każdym razem udzielam sobie wewnętrznej reprymendy). Nigdy nie przekraczam żółtej linii. Nie wiem, czy czytaliście Aleję Słoneczną – głęboko identyfikuję się z postacią wujka w tej książce, który tak się obawiał kontroli granicznej pomiędzy Berlinem Wschodnim a Zachodnim, że kupiony batonik przylepił sobie taśmą klejącą do nogi i przemycał. Bo myślał, że nie wolno. Ja tak mam.
Ktoś może uznać, że mam kij w zadku. Może i mam. Generalnie jednak uważam, że jeśli coś jest zabronione, to jest zabronione. Istnieją, oczywiście, zakazy absurdalne, idiotyczne nawet, ale za większością z nich stoi jakiś przyczyna lub kilka. A zatem. Ja się naprawdę bardzo cieszę, gdy ludzie idą do teatru i podoba im się przedstawienie, które mnie się podobało. Ekstra. Ja się naprawdę bardzo nie cieszę, gdy minutę później widzę zdjęcie wyraźnie zrobione w trakcie przedstawienia. Tego robić nie wolno ani u nas, ani nigdzie – ze względu na prawo autorskie po pierwsze, ale też ze względu zwykły szacunek dla (kolejność przypadkowa) po pierwsze ludzi siedzących obok (wiara w to, że w ciemności widz obok nie dostrzeże światła z sąsiedniego fotela, jest mocno naiwna), po drugie dla wykonawców, którzy mogą nie chcieć być opstrykiwani ukradkiem – i zwykle nie chcą – chcą raczej, by ktoś z uwagą obejrzał. I wreszcie prawda jest taka, że podobne fotki, tak samo jak nagrania z koncertów – czyż nie kochamy tych chwil, gdy próbujemy zobaczyć nasz ukochany band na scenie przez las uniesionych rąk ze smartfonami… – są zwykle bezużyteczne. Zamazane, ciemne, gdzieś tam jakaś kolorowa plamka, która być może jest kimś sławnym, ale równie dobrze może być stojakiem na ubrania.
Na ogół nie reaguję, albowiem ja z tych nieśmiałych, więc tylko wzdycham nerwowo. Tym razem postanowiłam zareagować. I był to błąd.
Gwoli ścisłości, nadal jestem zadowolona, że w ogóle pokusiłam się o komentarz. Uważam, że złe zachowanie trzeba tępić. Ale co ciekawe, ludzie, którzy tak się zachowują, raczej nie mają poczucia, że zrobili coś nie tak. Wprost przeciwnie. Gdy zwróci im się uwagę, dostaje się w odpowiedzi „no to co, wcale nie czuję się winny/a”, a gdy powie się, że tu nie chodzi o winę, li o pospolite zachowywanie się zgodnie z zasadami – ojjjj. Generalnie get a life, gurl. Co się czepiasz. Kto ty wogle jesteś, żeby mie uwage zwracać.
Jestem widzem, który uwielbia teatr i dlatego stosuje się do zasad w nim przyjętych. To dość proste. Ktoś, kto się nie stosuje, dla mnie jest kawał buroka, ot i wszystko. Chcesz mieć fotkę przystojnego pana ze sceny? Idź za róg, przywitaj się, poproś, zapewne się zgodzi. Teatr powinien zostać w twojej głowie, nie na zdjęciach. Jeśli nie potrafisz tego pojąć, zostań w domu z popcornem z mikrofali.
Chcemy dokumentować wszystko za wszelką cenę, co może i byłoby dobre, gdyby nie fakt, że zapominamy to przeżywać przy okazji.

Reklamy

6 thoughts on “Snappy snaps

  1. Brak szacunku dla innych to glowna cecha naszych czasow. Mnie zszokowal w sobote Claude Lelouch, ktory biegal z telefonem filmujac pogrzeb Johnny’ego. Steinhaus mial racje powiadajac, że kto stracil prestige, temu pozostal juz tylko prestiż.

    • No właśnie tak się zastanawiam, skąd ta potrzeba dokumentowania wszystkiego, skoro potem nawet się do tego nie wraca.
      Kiedy idziesz teraz na koncert, widzisz dziesiątki uniesionych telefonów. Dam sobie głowę uciąć, że większość nagrywających nie obejrzy tych nagrań więcej niż raz, zwłaszcza że jakość wiadoma. To nie szkoda wydawać miliony na bilet?…

      Z drugiej strony – ja wiem, że sama jestem uzależniona od mojego „telewizorka”.

  2. Signum temporis… Większość ludzi ogląda świat poprzez ekranik swojego smartfona. Jakiś czas temu zaobserwowałam w warszawskich Łazienkach takową sytuację: Przy alejce było kilka ławek zapełnionych przez spacerowiczów. I WSZYSCY ludzie, którzy siedzieli na tych ławkach, wpatrywali się w swoje telefony. W parku!!!

  3. a ja na blog.pl niezmiennie do dziś. od 2003 pod tym samym adresem, wcześniej przez ponad rok pod innym. tak, znało się, piło, spotykało. niektóre przyjaźnie, znajomości trwają do dziś.
    nie wiem, gdzie teraz pójdę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.