A dzieci, wiem coś o tym, latają samolotem

Dobry wieczór.
Jutro jadę na urlop. Szok i niedowierzanie, ale nie będę ganiać po teatrach, tylko spacerować nieśpiesznie po górach – w tym jednej całkiem wysokiej, bo ponad 3500 metrów ma dziewczyna – i plażach kraju, w którym wszyscy wiedzą, jak mam na imię, choć im się nie przedstawiam.
Kolesie w pensjonacie, w którym zaklepałam nocleg, mówią tylko po tubylczemu, więc właśnie wysmarowałam im, spociwszy się nieco (bo ja tylko „hola”, „caña”, „para compartir”), piękny mail po ichniemu. Oby zrozumieli, bo muszą mi jutro około dwudziestej klucze do kwaterki wydać.

Z urlopu wracam w przyszły piątek. W niedzielę odlatuję do znanego z pięknej pogody i bujnego życia nocnego Luxembourg City. Na dwa tygodnie. Co dalej, zobaczymy. Pan i władca coś nawijał, że mógłby może spróbować wpaść, ale najwyższy szczyt w Luksemburgu ma 560 metrów, a długość tras narciarskich w ogóle to aż 2 kilometry. No to ja nie wiem, co on miałby tam robić. Musiałby ze mną całe dnie spędzać.
Wcale nie chcę go znowu zostawiać, jeśli mam być szczera. Wolałabym z nim na kanapie siedzieć.

Witajcie w moim życiu.

Kiedyś chciałam podróżować.
I mam za swoje.

Reklamy